Historia pewnego obrazu

Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, za ostatnim zjazdem z ekspresówki żył sobie Szymon. Szymon lubił robić zdjęcia i pracować z grafiką komputerową. Pewnego słonecznego dnia, siedział sobie w swojej wiejskiej chatce i oglądał tutoriale na YouTube…

Tak właśnie zacząłbym opowiadanie o tym jak wpadłem na pomysł odrestaurowania pewnego obrazu. Pozwolicie jednak, że daruję sobie ton bajarza, gdyż moje pióro jest tak lekkie jak kotwica w Titanicu. Więc, coby nie obrzydzić wam i sobie literatury pięknej, przejdę do konkretów.

Osoby, która śledzą mnie na FB pewnie domyślają się o jaki obraz może chodzić. Mianowicie mowa tutaj o portrecie ślubnym moich dziadków. Portret ów pomimo faktu, że jest już dosyć leciwy, zachował się w dobrym stanie.

Opowiadanie, którego – dzięki Bogu – postanowiłem nie kontynuować byłoby oparte na faktach. Nie chodzi mi tutaj o położenie geograficzne mojego domu, ale o „tutoriale” na YouTube. Tak się składa, że jeden z takich instruktażowych filmików był moją inspiracją do przedsięwzięcia projektu, nazwanego roboczo, „Dziadki vol.1.” Jak nie trudno się domyślić, ów projekt miał na celu odrestaurowanie wspomnianego wcześniej portretu.

Pomimo, że wiedziałem co chcę zrobić, to kwestii tego jak to zrobić nie byłem już taki pewien. Plan był taki:

  • „wyczyścić” obraz; usunąć znamiona czasu w postaci plan, przebarwień itd.
  • stworzyć ścieżki i maski wszystkich elementów (poszczególne części ciała, ubrania itp.) coby można było z każdym z nich pracować osobno.
  • poprawić kontury i ewentualnie dorysować jakieś szczegóły, bądź brakujące rzeczy.
  • na nowo pokolorować obraz
  • zmienić tło
  • wykonać ostatnie szlify, tj. popracować nad kolorem, światłem, szczegółami itd.

Koniec końców plan okazał się całkiem dobry, a ja miałem sporo radości i nauki podczas realizacji tego projektu. Szczególnie dobrze wspominam kolorowanie i moje rozmyślania nad tym jak sprawić, żeby welon wyglądał tak, jak na welon przystało. W końcu za pomocą odpowiedniego ustawienia trybu warstw, stopnia krycia i wykonania odpowiedniej maski udało mi się osiągnąć zamierzony efekt. Przyznać jednak muszę, że po skończeniu tego projektu, przez pewien czas patrząc na ikony narzędzi do zaznaczania w Photoshopie dostawałem torsji.

Ostatnia część mojego planu tj. ostatnie szlify, poszła dosyć gładko. Głównie dlatego, że mogłem tutaj wykorzystać znane mi techniki i metody, których używam do retuszowania zdjęć z moich sesji portretowych.

Całość wykonania tego projektu zajęła mi trochę czasu. Częściowo przez to, że pracowałem nad nim popołudniami po pracy, a częściowo dlatego, że działałem nieco po omacku. Nauczony doświadczeniem wiem, że teraz byłbym w stanie wykonać to znacznie sprawniej, o czym będę mógł przekonać się już niedługo ponieważ tak się składa, że mam jeszcze jeden podobny obraz do odrestaurowania. Jeśli wszystko ułoży się po mojej myśli to możliwe, że będziecie mogli zobaczyć cały proces od początku do końca. Tak więc, jak to mawiają za wielką wodą, stay tuned!:)

Dodaj komentarz