Witajcie po tej nieplanowanej przerwie! Jak pewnie zauważyliście, chwilę mnie tutaj nie było. Po części z braku czasu, a po części z braku weny twórczej. Na dodatek w ostatnim czasie pogoda nie pozwalała mi wychodzić z aparatem w plener. Jest takie góralskie powiedzenie, które moim zdaniem doskonale opisuje obecną sytuację. Pozwólcie, że zacytuję: „Jak nie urok, to sracka”…
Kilka ostatnich postów poświęconych było fotografii, ale jak wiecie zajmuję się również grafiką komputerową. Tak więc dzisiaj będzie, uwaga, o grafice, a ściślej rzecz ujmując o digital paintingu.
Czym jest ów digital painting? No cóż, pewnie domyślacie się już po samej nazwie, ale i tak pozwolę sobie na kilka słów wyjaśnienia. Otóż digital painting to malarstwo cyfrowe. Warto zaznaczyć, że termin ten obejmuje, oprócz malarstwa, również rysunek. W skrócie można powiedzieć, że jest to porzucenie konwencjonalnych narzędzi na rzecz komputera z odpowiednim oprogramowaniem.
Zajmuję się tą formą sztuki już od pewnego czasu. Co prawda, dopiero raczkuję w tym temacie, ale myślę, że wyniki moich dotychczasowych przygód z digital paintingiem was zainteresują. Dodatowo, lubię dzielić się z wami rzeczami, które sprawiają mi przyjemność, a malarstwo cyfrowe jest taką właśnie rzeczą. Proces tworzenia takiego obrazu jest często żmudny i na pozór nudny jak flaki z olejem. Wychodzę jednak z założenia, że każdy z nas ma jakieś swoje własne dziwacta. W moim wypadku jest to radość płynąca z machania rysikiem przez kilka, czasem kilkanaście godzin.
Jak zapewne się domyślacie istnieje wiele metod, technik i podejść do tematu. Istnieje również drugie tyle narzędzi, programów, akcesoriów itp. Technika, którą zamierzam wam dzisiaj pokazać w gruncie rzeczy wymaga tylko sporej ilości czasu i programu graficznego obsługującego warsty. Dodatkowo zalecałbym korzystanie z tabletu graficznego bo daje to większą kontrolę podczas malowania. Teoretycznie można używać do tego myszki, jednakże w praktyce znacząco wydłużyłoby to czas pracy, który i tak jest już dość długi.
Przejdźmy zatem do konkretów. Technika, którą wam dziś zaprezentuję to chyba najprostszy sposób na digital painting. Jest tak prosta, że czasami myślę że nazywanie jej digital paintingiem jest nadużyciem 🙂 Jeśli zastanowić by się na tym głębiej to w gruncie rzeczy jest to raczej wprawka do swobodnego korzystania z pędzli oferowanych przed dany program graficzny, łączeniu i mieszaniu kolorów itd. Nie powinno się jednak lekceważyć tej techniki bowiem efekty, które można za jej pomocą uzyskać są warte zachodu. Dodatkowo zapewnia ona ogromne pole do manewru w kwestii testowania różnych pędzli, efektów jakie dają itd.
Technika, o której mowa w dzisiejszym poście polega na nakładaniu kolejnych warstw na istniejące już zdjęcie. To chyba jedyny jej jedyny minus, ponieważ potrzebujemy gotowego już zdjęcia jako punktu odniesienia. Oczywiście umiejętności nabyte podczas takiej pracy na pewno uda się wykorzystać podczas tworzenia własnego, wymyślonego od zera obrazu 🙂
A więc po kolei. Najpierw wybieramy zdjęcie, który posłuży jako baza do naszego obrazu. Szczerze polecam do tego zdjęcia portetowe, po części dlatego, że w sumie głównie na takich właśnie fotografiach ćwiczyłem tą technikę, a po cześci dlatego, że takie „cyfrowe” portety świetnie się prezentują.
Gdy wybierzemy już zdjęcie, otwieramy je w wybranym przez nas programie graficznym. Jak wiecie, ja korzystam z Photoshopa, którego szczerze i niezmiennie polecam wszystkim, którzy chcieliby pobawić się nieco z grafiką. Następnie tworzymy nową warstwę, wybieramy pędzel i malujemy. Tak, to aż takie proste 😉
Cały trik polega na tym, że kolory których używamy pochodzą z wybranego przez nas zdjęcia. Po prostu wybieramy kolor i pokrywamy nim ten obszar zdjęcia, w którym wystepuje. Warto zwrócić uwagę na to jakiego pędzla używamy ponieważ różne pędzle dają różne efekty. Ja osobiście używam zwykle takiego, który naśladuje suche pastele. W Photoshopie nosi on nazwę Kyle’s Ultimate Pastel Palooza.
Tak jak wspominałem, trik polegał na prostocie tej techniki, natomiast jej magia bazuje na swobodzie jaką oferuje ponieważ efekty jakie uzyskamy zależą nie tylko od rodzaju pędzla, ale także sposobu w jaki go użyjemy. Może chcemy, aby kolejne pociągniecia były długie i pewne, a może wolimy krótkie i chaotyczne. Użyjemy dużej ilości kolorów, czy może zredukujemy ich ilość? Może warto użyć więcej niż jednego pędzla? Chcemy ostrych, czy łagodnych przejść między barwami? I tak dalej, i tak dalej.
Warto poruszyć jeszcze jedną kwestię. Mianowicie chodzi o ewentualne luki pomiędzy kolejnymi pociągnieciami pędzla. Nie widać ich podczas malowania, ale jak już usuniemy warstwę służącą za naszą bazę to może pojawić się problem w postaci wspomnianych luk. Opcji jak temu zaradzić jest kilka. Pierwsza to po prostu zamalowanie ich. Niestety może to być bardzo żmudny i niewdzięczny sposób. Drugi to nie usuwać warstwy ze zdjęciem. Jednakowoż ryzykujemy wtedy, że w lukach będzie widoczna np. tekstura skóry, albo inne rzeczy, które niekoniecznie chcielibyśmy mieć na naszym obrazie 🙂 Trzeci sposób to mój faworyt. Polega on na rozmyciu zdjęcia. Typ rozmycia jest w gruncie rzeczy dowolny. Następnie na rozmazane, pozbawione szczegołów zdjęcie nakładamy maskę w taki sposób, aby pokryć nią te fragmenty naszego obrazu, w których występują luki.
Oczywiście można iść jeszcze krok dalej i nie kończyć na pokryciu zdjęcia „farbą”. Jeśli tworzymy portet, warto zastanowić się, czy zostawić oryginalne tło, czy może stworzyć jakieś nowe. Świetnym pomysłem może być również dodanie gradientu zmieniającego kolory. Można wtedy uzyskać na prawdę intrygujący efekt końcowy. Konwersja do czerni i bieli? Czemu nie. Opcji jest naprawdę bez liku, a nasza kreatywność to jedyne ograniczenie 🙂
Taka malutka rada jeszcze ode mnie, jeśli ktoś z was chciałby sobie namalować taki obrazek. Warto korzystać z kilku wartsw, a nie malować wszystkiego na jednej. Mamy wtedy zabezpieczenie jeśli coś pójdzie nie tak, a i prościej jest pracować w ten sposób. Osobiście, gdy pracuje w ten sposób z portetami tworzę nową warstwę do każdego elementu jaki maluję tj. jedna na skórę, druga na włosy, następna na ubranie, później kolejne dla ust, brwi, rzęs, białek ocznych, źrenić itd. Później kilka warstw do stworzenia tła plus ewentualne poprawki typu jasność, nasycenie barw, kontrast itp.
Wspominałem już, że ta technika jest prosta jak konstrukcja cepa?:) Tak wiem, że wspominałem, ale jak sami widzicie mówiłem prawdę. Jeśli ktoś chciałby spróbować swoich sił w digital paintingu to jest to na prawdę świetny sposób. Tyle ode mnie na dzisiaj:)
Pod spodem podrzucam przykładowy portet i krótki filmik pokazujący, jak takie prace powstają. Miłego!:)
