Tytuł dzisiejszego posta jest krótki, aczkolwiek treściwy. Jest to wyraz nacechowany negatywnie, kojarzący się z czymś złym, badź podłym, z kłamstwem i innymi machlojkami. Perfidnością i obłudą i czort wie czym jeszcze…
No chyba, że dodam, że to taka, nazwijmy to, potoczna nazwa pewnego miejsca w Soblówce. Wtedy oszust nie jest już czymś złym, ale budzącym ciekawość (tzn. takie jest moje założenie ;P).
Mam nadzieję, że obudziłem waszą ciekawość bo miejsce, o którym dzisiaj napiszę jest, uwaga, ciekawe. Jak ktoś śledzi mnie na Instagramie to wie, gdzie mnie zaniosło w sobotę, a jeśli nie to już mówię. Mianowicie wybrałem się na wycieczkę w góry. Dokładniej mówiąc na szczyt zwany Oszus. Nie zapomniałem o literce „t” jakby ktoś pytał. 😉 Jak już jesteśmy przy nazwach to dodam, że pod szczytem o nazwie Oszus ( czasami nazywany Oszustem przez autochtonów, ale i na starych mapach można natknąć się na tą nazwę) znajduje się rezerwat Oszast. Co więcej tubylcy, a więc i ja, używają tych nazw wymiennie czy to w odniesieniu do rezerwatu, czy też do szczytu. Trochę masło maślane, ale ogólnie chodzi zwykle o tereny w okolicach rezerwatu.

Chciałem podzielić ten wpis, podobnie jak post Hańba! i podać tutaj jakieś mniej lub bardziej szczegółowe informacje na temat tego miejsca. Uznałem jednak, że to bez sensu bo wszystkie „suche” fakty możecie sprawdzić w internecie. Ja natomiast mogę wam napisać, co osobiście myślę o Oszaście.

Fajna ścieżka powyżej nie? Niech was nie zwiedzie ten widok! Szlak wiodący na szczyt jest okrutny. Powiem wam więcej, na szczyt nie ma innej drogi bo ów szlak wiedzie granicą polsko-słowacką. Z jednej strony mamy granicę, z drugiej rezerwat, do którego wchodzić nie wolno. Ale wracając do okrucieństwa… Zarówno z jednej, jak i drugiej strony zanim wejdziemy na szczyt czekaja nas nieliche podejścia. Od strony przejścia granicznego w Glince są dwa strome podejścia, ale prawdziwy okrutnik znajduje się z drugiej strony! Idąc szlakiem z przełęczy Przysłop czeka nas dosyć ekstremalna wspinaczka. Nie jest to co prawda Mount Everest, ale dla amatora górskich wycieczek może stanowić niemałe wyzwanie:)
Mała rada ode mnie. Jeśli idziecie szlakiem z Glinki na Rycerzową, albo odwrotnie, a nie macie parcia, coby wejść na Oszusa (sam szczyt znajduje się nota bene na Słowacji) to można obejść te piekielne nierówności. Zaoszczedzicie w ten sposób czas i nogi. Jeśli chcecie skrócić sobie drogę należy obejść rezerwat od spodu. Wystarczy, że obok tabliczki informującej, że wkraczacie do rezerwatu skręcicie do lasu. Mam na mysli oczywiście polską stronę, Teraz wystarczy, że będziecie szli wzdłuż drzew, na których namalowana jest biała linia. Tak przy okazji to pochwalę się, że sam je malowałem swego czasu ;P

Druga sprawa to fakt, że szlak nad rezerwatem, a więc ten okrutny odcinek nie należy do tras kuszących turystów pięknymi widokami. Większość czasu spędza się tam w młodnikach, krzakach i lasach. Punkty widokowe są dwa. Widoki ładne, ale można przeżyć bez nich 🙂



Jak jesteśmy w temacie młodników to opowiem wam, co przydarzyło mi się w sobotę. Otóż pokonałem już dwa podejścia od strony przejścia granicznego w Glince, a więc byłem już w miejscu, gdzie dalszy marsz staje się bardzo przyjemny. W około krzaki, młodnik i las. Było wcześnie rano, a że była sobota to nikt nie pracował w lesie. Zero pił łańcuchowych, ciągników. Cisza jak makiem zasiał. Aż tu nagle słyszę, że coś łamie gałązki, albo i gałęzie w krzakach obok! Młodnik zasłaniał mi widok i nie mam pojęcia, co było wtedy w tych krzakach. Wnioskując z tego jak głośno stąpało przypuszczam, że nie była to wiewiórka 😛 Muszę przyznać, że trochę się zaniepokoiłem i myślałem, że zaraz przekonam się jaki wyciagam czas na sto metrów, ale koniec końców zdrowy rozsądek wygrał z instynktem samozachowawczym i po prostu poszedłem dalej szlakiem. Z perspektywy czasu widzę dwie opcje odnosnie tego, co było w tych krzakach. Opcja pierwsza – jeleń. Z tym koleżką nie chciałbym się spotkać teraz w lesie ponieważ trwa rykowisko. Sami wiecie, hormony jelonkowi buzują i ni jak nie wytłumaczę mu, że jestem żonaty… Żarty żartami, ale jelenie podczas rykowiska bywają agresywne ^^ Jest to opcja najbardziej prawdopodobna. Natomiast druga to miś. Wiem, że niedźwiedzie bywają czasami w tych stronach i osobiście widywałem tropy tych koleżków. Istnieje możliwość, że ostatnio mogłem zobaczyć nie tylko tropy, ale i żywy okaz. Jest to jednak bardzo mało prawdopodobne. Ale sami wiecie, na blogu lepiej będzie wyglądać, jak napiszę, że poszedłem na gołe klaty z miśkiem, niż jak napiszę, że obsrałem się na widok koziołka sarny ;P

Napisałem, że widoki nie są w tym miejscu najlepsze, ale jeśli ktoś lubi przebywać w lesie to naprawdę warto tutaj wpaść. Pomimo szlaku turystycznego, granicy i tak dalej, czuć tutaj bliskość z naturą. Pewnie dzięki rezerwatowi przyrody, a może to tylko wymysł mojej fantazji?






Gwoździem programu jest Oszus jest miejscem kultu religijnego. Jest tutaj krzyż i ołtarz. Co więcej odprawia się tutaj nabożeństwa i z tego, co pamiętam od czasu do czasu wybierają się na nie nawet ludzie z naszej parafii w Soblówce. Ogólnie rzecz biorąc to bardzo fajne i interesujące miejsce, gdzie natura spotyka się z wiarą i religią.


Mam jescze całe mnóstwo zdjęć ze słupkami granicznymi, ale z tego co się orientuję to za publikowanie takich rzeczy mozna dostać bon upominkowy na kilka stów. Tak więc musicie mi wybaczyć, ale nie mogę wam pokazać wszystkiego, co przyniosłem ze sobą z tej wyprawy 🙂
Nie sposób pisać o Oszaście nie wspominająć o jeszcze jednym miejscu – Dzielonej Wodzie. Jest to moim zdaniem jedno z najciekawszych miejsc w Soblówce. Co ciekawe, stostunkowo mało ludzi wie, że takie coś tam w ogóle jest.

Co jest takiego ciekawego w tym miejscu?(mam nadzieję, że nie pochrzanię faktów ;P) Mianowicie jest to źródło, z którego wypływają dwa potoki. Jeden z nich płynie na Słowację, drugi zaś do Polski. Spływają z gór, dalej w głąb państw. I tutaj zaczyna sie robić ciekawie bo potok płynący u naszych południowych sąsiadów wpada w końcu do Dunaju, a z nim płynie aż do Morza Czarnego. Natomiast nasz polski potok dociera do rzeki Wisły, która z kolei snuje sie przez całą Polskę kończąc swoją drogę w Bałtyku. Fajna sprawa nie? Woda z maluczkiego źródła w Beskidzie Żywieckim dociera do dwóch mórz pokonując setki kilometrów. Żaden ze mnie lokalny patriota, ale myślę, że to miejsce jest co najmniej niedoceniane.

Powoli zbliżamy się do końca dzisiejszego wpisu. Myślę, że wyprawa na Oszus to ciekawy sposób na spędzenie niedzielnego popołudnia. Jednak miejsce to nie przypadnie do gustu wszystkim. Miłośnicy natury na pewno będą zadowoleni z pobytu tutaj, ale koneserzy rozległych panoram mogą poczuć niesmak. Co kto woli w sumie 🙂
Na koniec zostawiłem dwie rzeczy.
Pierwsza z nich to ciekawostka. Mianowicie podobno da się podjechać pod sam szczyt Oszusa od strony Słowacji. Jeśli nie pod sam szczyt to na pewno w jego pobliże, a już na pewno mozna w ten sposób ominąc wspomniane przeze mnie podejścia. Druga sprawa, że sporo tracimy (w tym jeden punkt widokowy) wybierając własnie tą drogę. To znaczy z jednej strony tracimy, a z drugiej zyskujemy w zależności od naszych priorytetów 🙂
Druga rzecz. Zrobiłem podczas tej wycieczki sporo zdjęć hub. Na prawdę sporo 🙂 Jakoś tak całą drogą trafiałem na interesujące okazy. Tradycyjnie więc na koniec posta zostawiam dla was kilka zdjęć. W roli głównej huby! 😀







3 myśli na temat “Oszust”