Lokalne legendy głoszą, iż „u nas i tak się wysypie, co sie ma wysypać” i dla jasności dodam, że chodzi tutaj o śnieg. Pomimo tego, że pory roku i klimat się nam troszkę pokićkały to zima w Beskidach musi być. Lepsza, bądź gorsza, ale musi.
Na moim podwórku sprawy mają się następująco. Dla jednych zima jest czasem pełnym radości i szczęścia, ale dla drugich… Dla drugich zaś jest zgoła odwrotnie. Gdyby sprawa była za mało zawiła to dodam, że w zależności od tego jaka jest zima, nastroje mogą sie zmieniać o 180 stopni.
I tak na przykład jeśli śniegu jest dużo to uciechę mają głównie turyści i dzieciaki. Miejscowi, zwłaszcza pracujący na świeżym powietrzu, mogą mieć na ten temat nieco inne zdanie. Możecie uwierzyć mi na słowo, że brodzenie przez cały dzień w śniegu po ja… jakże ważne dla człowieka organy do przyjemności nie należy. Jeśli zaś śniegu jest mało to może i pracuje się dobrze, ale co to za zima bez śniegu?
Myślę, że w każdej sprawie można dojść do jakiegoś kompromisu, a że nic nie jednoczy tak, jak w spólna nienawiść to pokuszę się o stwierdzenie, że nikt nie lubi odwilży, błota pośniegowego i zimowej pluchy.
Natomiast jeśli nie jesteście na tym blogu po raz pierwszy to wiecie, że wolę skupiać się na pozytywnych aspektach życia i jestem przekonany, że jest coś, co łączy nas wszystkich w pozytwny sposób. Oczywiście nie trzeba się nad tym długo zastanwiać, gdyż chyba wszyscy uwielbiają pejzaże malowane przez zimę!
Co by nie mówić o tej porze roku to przyznać trzeba, że potrafi być oszałamiająco piękna.

W tym roku wielu z nas miało okazję przypomnieć sobie o tej uniwersalnie pozytywnej stronie zimy.
Nie inaczej było ze mną. Osobiście nie jestem ani fanem, ani przeciwnikiem tej pory roku. Odpowiadają mi temperatury, ale mam mieszane uczucia, co do śniegu. Dużo zależy oczywiście od tego, jaka jest zima w danym roku. Niemniej jednak dla osób mieszkających w górach, a zwłaszcza w wyżej położonych miejscach, jest to czas mocno uciążliwy, a czasem trudny i niebezpieczny.
Są jednak takie dni, kiedy matka natura wynagradza z nawiązką wszystkie niedogodności. Kilka takich dni przydażyło się w styczniu tego roku. Co więcej w kilka z nich, szczęśliwym trafem, mogłem sobie pospacerować z aparatem, bo nie byłem akurat w pracy. A było co fotografować!

Jeśli mam być szczery to wydaje mi się, że dawno nie było tak pięknej zimy u nas, a może to ja tego nie zauważałem? Mniejsza z tym. Liczy się to, że tym razem było naprawdę niesamowicie! Namiastkę tego, jak mocno pochłonęło mnie mroźne piekno zimy chciałem przekazać wam w poście Między brwiami a włosami, czyli witamy w 2021 roku więc ten wpis, który właśnie czytacie możecie traktować jako jego kontynuację. Kontynuację, której nie byłem pewien, bo że się tak wyrażę, taki mamy klimat. Jednak cieszę się, iż nastapiła, bo nie spodziewałem się, że zima jeszcze tak pozytywnie mnie zaszkoczy w tym roku.
Nauczony doświadczeniem staram się dobrze wykorzystywać czas jaki mam na robienie zdjęć oraz warunki jakie panują danego dnia. Jak już wspominałem, tego dnia wszystko pieknie ze sobą zagrało. Byłem po chorobie i po sporej ilości czasu spędzonym w domu miałem niezmierzoną chęć, żeby gdzies wyjść. Ruszyłem więc trasą, którą dobrze już znacie – na spacer po Smerekowie.

Czasami czuję, że zbyt często wrzucam na bloga materiały z tego miejsca. Tym razem jest zgoła inaczej, gdyż zima odmieniła moje otoczenie tak, że sam nie mogłem sie mu nadziwić 🙂
Na spacer zabrałem mój ulubiony w ostatnim czasie obiektyw tj. Fujinona XC 15-45mm f/3.5-5.6. Tak, moim ulubieńcem w ostatnim czasie jest kitowe szkło 🙂 Co ciekawe lubimy się tylko, gdy fotografuje krajobraz, bo w innych okolicznościach lepiej pracuje mi się ze stałkami. Gdyby ktoś się zastanawiał nad tym obiektywem to osobiście uważam, że jest to bardzo fajne i ostre, zwłaszcza na mniejszych ogniskowych, szkło. Dodatkowo jest malutkie, przez co świetnie nadaje się na wakacje albo spacery, kiedy nie chce się nam dźwigać sprzętu.
O sprzęcie dodam jeszcze tyle, że muszę zaopatrzyć się w filtry neutralnie szare bo coraz bardziej odczuwam ich brak. W sumie dzieje się tak, ponieważ w ostatnim czasie robię sporo zdjęc krajobrazowych, a w tym rodzaju fotografii wspomniane filtry bardzo się przydają. Jeśli dodamy do tego fakt, że lubię kupować nowy sprzęt to wiadomo już, że w najbliższym czasie czekają mnie pewne wydatki 😉
Wracając do meritum. Spacer przebiegł świetnie, co rusz znajdowałem coś ciekawego do sfotografowania. Dodatkowo, tego dnia widoczność była niesamowicie dobra, a to za sprawą rozległego wyżu. Minusem takiej sytuacji barycznej była niska temperatura, ale przy bezwietrznej pogodzie mróz nie jest szczególnie dokuczliwy. Przyznaję, iż trochę obawiałem się, że pora dnia nie jest optymalna do robienia zdjęć, ale jak się okazało było więcej niż dobrze! Spacer tego dnia zaliczam do naprawdę udanych! Co najlepsze w tym wszystkim to fakt, że mamy dopiero styczeń, a więc możliwe, że zima jeszcze nie pokazała wszystkich swoich wdzięków.
Zrobiłem tego dnia sporo zdjęć. Obrabiając je później na komputerze nie mogłem zdecydować, czy wywoływać je tak, aby jak najwierniej oddawały to, jak wtedy wyglądał Smereków, czy puścić wodze tej artystycznej stronie mojej duszy, która potrafi godzinami bawić się suwakami odpowiedzialnymi za kolory. Koniec końców uznałem, że najlepiej zrobię tak, żeby pozostać w zgodzie ze sobą samym i część zdjęć będzie wierna temu, co było na miejscu, a część będzie miała ten artystyczny element.
I na obróbce kończy się historia zimowego spaceru fotograficznego. Zostało już tylko to, co tygrysy lubią najbardziej, a więc zdjęcia. Miłego oglądania i do usłyszenia!:)
















Bardzo piękne mnie najbardziej się podoba to z ośnieżoną jabłonką.
PolubieniePolubienie