Moje maleństwa 2

Powitać!
Cierpliwość to cnota. Tak przynajmniej słyszałem. W gruncie rzeczy to ciężko się z tym nie zgodzić bo chodzą słuchy, że jak się człowiek śpieszy to się diabeł cieszy. Jeśli cierpliwość jest przeciwieństwem pośpiechu to oznaczałby, że będąc cierpliwymi sprawiamy, że diabeł się smuci. Z drugiej jednak strony jeśli sprawiamy, że ktoś jest smutny to w sumie można stwierdzić, że jesteśmy źli, a co za tym idzie – diabłu wraca dobry humor. Jeśli zaś jemu wraca dobry humor to znaczy, iż się cieszy. A jak diabeł się cieszy to człowiek się spieszy… I tyle w temacie cierpliwości.

Na szczęście dzisiaj nie będzie o cierpliwości, bo ten post musiłby być tak sensowny jak wstęp. Tak więc nie będzie o tej ważnej cnocie.

Ostatnio pisałem, że nie mogę się doczekać aż wyjdzie słońce i będzie można zabrać moje maleństwa w teren, coby stworzyć nową wersję lubianego wpisu Kiedy trawka łechce brzuszek. No i nie musiałem wykazać się cierpliwością, aby moje nadzieje na zdjęcia makro w plenerze doszły do skutku bo pogoda w weekend okrutnie dopisała i uznałem, że należy to wykorzystać w jakiś kreatywny sposób.

Co prawda nie była to sesja w stylu trawki łechtającej brzuszek, ale i tak było przyjemnie. Poniekąd… Ale po kolei.

Pogoda była prima sort: cieplutka i słoneczna. Fakt, było mokro, bo ze względu na temperaturę nastała potężna odwilż, ale nie to stanęło na przeszkodzie przed pełzaniem na brzuszku. Prawdziwą przeszkodą był ból żeber, bo się troszeńkę poturbowałem w pracy i ogólnie rzecz biorąc moje zdolności ruchowe były w ostatnim czasie mocno ograniczone. Chęć zrobienia jakichś zdjęć wygrała jednak z dyskomfortem i ruszyłem w plener. No dobra poszedłem do ogródka 🙂

Piękna i słoneczna pogoda oprócz oczywistych zalet posiadała jeszcze jeden ważny dla mnie plus. Mianowicie było okrutnie dużo światła. To istotne, bo fotografując z pierścieniami pośrednimi traci się go okrutnie dużo. Już wyjaśniam o co chodzi. Każdy obiektyw w zależności od ustawionej przysłony przepuszcza określoną ilość światła (to samo światło pada potem na matrycę aparatu i jest zapisywane w formie obrazu/danych). I w takim gigantycznym skrócie to im więcej światła obiektyw może przepuścić tym krótszy czas otwarcia migawki, albo mniejsze ISO(lepsza jakość zdjęcia) i w drugą stronę: jeśli obiektyw przymykamy to albo musimy wydłużyć czas otwarcia migawki lub zwiększyć ISO. Zazwyczaj chcemy fotografować z jak najniższym ISO, a jeśli robimy zdjęcia bez statywu to zależy nam również na odpowiednio krótkim czasie naświetlania. Problem w zdjęciach makro polega na tym, że przysłona jest zwykle bardzo mocno przymknięta (chodzi o głębie ostrości, ale o tym innym razem ;)). Jeśli dodamy do tego fakt, że zależy nam na jak najniższym ISO, a zdjęcia będą robione z ręki to pewnie domyślacie się, iż sprawy się trochę komplikują i aby robić zdjęcia makro w plenerze trzeba ogromnej ilości światła. Oczywiście można też iść na kompromisy z ustawieniami aparatu, użyć statywu, albo użyć dodatkowych źródeł światła, ale nie wszystko na raz 😉 Tak więc ja, jak na pożądanego cebulaka przystało poszedłem robić zdjęcia z wykorzystaniem tylko naturalnego światła, a tego było od groma (na szczęście).

Jeśli chodzi o samo fotografowanie to było całkiem przyjemne. Po części przez pogodę, a po części przez to, że makro jest dla mnie cholernie interesujące. W dużym przybliżeniu nawet kawałek zardzewiałej blachy jest ciekawy, a przedmioty zwykłe albo takie, na które zwykle nie zwracamy uwagi, okazują się być prawdziwym skarbcem ciekawych ujęć. Czasami aż ciężko uwierzyć jak piękny potrafi być ten miniaturowy świat.

Robienie takich zdjęć jest rownież dla mnie mocno kształcące. Jako że dopiero raczkuję w makro to dużo uwagi poświęcam na zrozumienie, jak to wszystko w ogóle działa i jak posługiwać się moim sprzętem. Ale najbardziej kręci mnie poszukiwanie nowych tematów do zdjęć, a te czają się na każdym kroku! 🙂

Galaktyka o nazwie: „Rdza na masce auta”

Sesję ogrodową zaliczam do udanych. Pomimo kontuzji bardzo dobrze się bawiłem i wiem, że do ogródka jeszcze wrócę, gdy już będę mógł poczuć jak trawka łechce brzuszek 😀

Pomimo tego, że nie musiałem wykazać się cierpliwością, aby przetestować maleństwa w plenerze to jednak czuję pewien niedosyt. Głównie ze względu na moje zamiłowanie do natury, bo jak nie trudno się domyślić, gdy jest śnieg to zwykle nie ma zbyt wielu roślin, czy owadów. Jednak co się odwlecze to nie uciecze, jak to mawiał klasyk.

Powoli zbliżamy się do końca dzisiejszego wpisu, a to oznacza – jak to zwykle u mnie bywa – zdjęcia. Mam nadzieję, że przypadną wam do gustu małe rzeczy na dużym (albo nie tak dużym;P) ekranie. Ja osobiście jestem paskudnie zafascynowany tym małym światem i chciałbym podzielić się z wami kilkoma kadrami z tego interesującego weekendu. Dajcie znać, co myślicie!:)

Na dzisiaj to tyle, miłego!:)

Dodaj komentarz