Powitać!
Bardzo cieszy mnie fakt, że mogę pisać tego posta w altanie w moim ogródku. Po zdecydowanie zbyt długiej zimie w końcu nadeszła wiosna i ocieplenie (mam nadzieję, że tym razem już na dobre ;P). Jako że na wiosnę wszystko budzi się do życia to mam nadzieję, iż podobnie będzie z moją weną twórczą, bo ta ostatnio nieco osłabła. Może przez zbyt długą zimę, a może to po prostu jakiś spisek…
Do rzeczy. Dzisiaj mam dla was kolejny post z gatunku tych „poradnikowych”. Zasadniczo to zastanawiam się, dlaczego nie zacząłem tego cyklu od omówienia trójkąta ekspozycji – czyli dzisiejszego tematu. Szczerze przyznam, że nie mam pojęcia, ale postaram się zadośćuczynić mój niecny występek.
Ekspozycja
Na początku warto pomyśleć, czym w ogóle jest ekspozycja. Otóż wyjaśnić można to bardzo prosto: jest to ilość światła padającego na matrycę. Fotografując w trybie manualnym możemy regulować tą ilość za pomocą trzech parametrów: przysłony, czasu naświetlania i czułości ISO. Jak nie trudno się domyślić, zależności pomiędzy tymi parametrami to właśnie trójkąt ekspozycji.
Aby poprawnie naświetlić zdjęcie należy odpowiednio dobrać te parametry. Co znaczy poprawnie? W tym przypadku nie ma chyba dobrej odpowiedzi 🙂 Można przyjąć, że poprawnie naświetlone zdjęcie to takie, które odzwierciedla naszą wizję. Moim zdaniem jest to zagadnienie bardziej filozoficzne niż techniczne, bo poprawna ekspozycja może oznaczać zarówno obraz odpowiadający pod względem jasności temu w rzeczywistości, ale również zdjęcie niedoświetlone, albo prześwietlone. Ważne, aby mieć na uwadze konsekwencje prześwietlenia, bądź niedoświetlenia zdjęcia 🙂
Dla uproszczenia i klarowności można uznać, że poprawna ekspozycja to taka, w której nie ma przepaleń oraz zbyt ciemnych (czarnych) obszarów.
Pogadaliśmy sobie tak naukowo i w ogóle to teraz pogadamy w moim stylu czyli łopatologicznie. 😛
Trójkąt ekspozycji
Jak już wspominałem, trójkąt ekspozycji jest to zbiór zależności pomiędzy przysłoną, ISO i czasem otwarcia migawki. Warto mieć tutaj na uwadze, że każde ustawienie będzie miało jakieś konsekwencje, a niekiedy wykonanie konkretnego ujęcia zmusi nas do użycia dodatkowego sprzętu 🙂
Po co mi trójkąt ekspozycji?
Zasadniczo po to, aby robić lepsze zdjęcia. Pomimo tego, że obecnie aparaty fotograficzne i smartfony to okrutnie zaawansowane technologicznie urządzenia naszpikowane bajeranckimi matrycami, światłomierzami i sztuczną inteligencją to mogą się pomylić. Zwłaszcza w nieco gorszych warunkach.
Na przykład jeśli robimy zdjęcie białego kota na śniegu to więcej niż pewne, że oprogramowanie aparatu tak dobierze parametry, że biały puch stanie się szarym. Podobnie sprawa miałaby się, gdybyśmy chcieli sfotografować czarnego kotka spacerującego po hałdzie węgla. Automatyka zamiast czerni zrobiłaby nam szarość 🙂
PS. Śnieg należy lekko prześwietlić, a czarne obiekty na czarnym tle lekko niedoświetlić. 😉
Poza tym fajnie jest mieć pełną kontrolę nad procesem tworzenia.
Trójkąt ekspozycji w praktyce
W końcu będą konkrety 🙂 Szerzej o trzech parametrach opowiem wam za moment, bo jak wspominałem, w kwestii ustawień trzeba liczyć się z pewnymi konsekwencjami.
No więc trójkąt ma nam pomóc uzyskać poprawną (albo taką jaką sobie wymarzyliśmy) ekspozycję zdjęcia. Jak to zrobić? Sprawa jest bardzo prosta. Każdy aparat, czy smartfon jest wyposażony w światłomierz, który podpowiada nam, jak naświetlić zdjęcie. Jeśli światłomierz wskazuje wartości dodatnie to znaczy, że zdjęcie jest zbyt jasne, a jeśli wartości ujemne – zbyt ciemne. Ot cała historia o zastosowaniu trójkąta w praktyce 🙂
Ciekawe zaczyna się robić dopiero, gdy weźmiemy pod uwagę wspomniane przeze mnie konsekwencje.
Jeden z moich ulubionych autorów książek fotograficznych – Brian Peterson napisał kiedyś, że każda scena może być poprawnie naświetlone na minimum trzy sposoby… Zaraz wyjaśnię wam, o co mu chodziło
Przysłona
Rozpisałem się nieco w poprzednich akapitach, ale teraz będzie już szybko i konkretnie. Pamiętacie posta Sterowanie wzrokiem, czyli druga trójka? Wspominałem tam o ostrości i o tym jak wpływa na nią właśnie przysłona. Dla przypomnienia: im bardziej odemkniemy przysłonę (np. F/2) tym mniejsza głębia ostrości. Z drugiej zaś strony mocne otwarcie pozwala skrócić czas otwarcia migawki, albo zmniejszyć ISO. To pierwsza konsekwencja, a w zasadzie kompromis, o którym należy pamiętać 🙂
Czułość ISO
Ten parametr określa czułość matrycy na światło… A mówiąc po ludzku to im mniejsze ISO tym lepsza jakość zdjęcia, mniej szumów etc. Problem jest taki, że mniejsze czułości potrzebują więcej światła, a więc albo należy skrócić czas otwarcia, albo zastosować jaśniejsza przysłonę. To drugi kompromis.
Czas otwarcia migawki
Ostatni składnik trójkąta to czas otwarcia migawki, czyli jak długo światło pada na matrycę aparatu. Można łatwo domyślić się, że im dłużej otwarta migawka, tym więcej światła pada na aparat i vice versa. Druga strona medalu jest taka, iż im dłuższy czas otwarcia, tym bardziej nieruchomy musi być obiekt, który fotografujemy. Do dynamicznych ujęć potrzebujemy wartości typu 1/500 sekundy itp, a żeby taki czas uzyskać często musimy podbijać ISO, albo mocniej otwierać przysłonę.
Trójkąt ekspozycji – kompromisy
Na poniższej grafice możecie zobaczyć dzisiejszą figurę geometryczną oraz zależności zachodzące pomiędzy poszczególnymi jej rogami.

Jak widzicie nie ma tutaj nic szczególnie skomplikowanego. Wspominałem, że Peterson ongiś napisał, ze zawsze są minimum trzy poprawne ekspozycje i myślę, że teraz już wiecie, co miał na myśli 🙂
W gruncie rzeczy, wszystko sprowadza się do tego, jakie zdjęcie chcemy zrobić. Jaki obraz pragniemy stworzyć, czy tam uwiecznić.
Stosowanie trójkąta ekspozycji może się wydawać skomplikowane, ale odrobina praktyki i jest to rzecz banalna. Gdyby się nad tym zastanowić to szczerze mówiąc całą robotę i tak odwala za nas światłomierz aparatu. My zmieniamy tylko ustawienia. Niby mała różnica względem trybu automatycznego, ale uwierzcie mi, że jest to różnica znacząca. Jej przewaga rośnie wprost proporcjonalnie do poziomu trudności warunków w jakich chcemy fotografować 🙂
Mam nadzieję, że chociaż część z was spróbuje teraz sił w trybie manualnym waszego aparatu. A dla tych, co się nie zdecydują mam wiadomość – jesteście niefajni! Żartuję oczywiście 🙂 Wiadomość jest taka, że kolejny post poświęcony będzie trybom półautomatycznym, czyli czymś pośrednim pomiędzy pełną automatyką, a ręcznymi ustawieniami.
Tak na sam koniec zastanawiam się, co ja teraz zrobię. Zawsze wrzucałem pod postem jakieś zdjęcia. Co więcej, zwykle były one związane z tematem wpisu. Jednakże tradycja rzecz święta, a więc łapcie kilka „randomowych” klatek!:)
Miłego!





Muszę pobawić się tak na komórce Huawei P30 i zobaczyć na efekty 🙂
PolubieniePolubienie