Stało się! Po długiej przerwie przygotowałem dla was kontynuacje jednego z waszych ulubionych wpisów tj. Kiedy trawka łechce brzuszek. Dzisiejszy wpis, w odróżnieniu od kilku ostatnich, nie będzie poradnikiem. Będzie to luźna opowieść o tym, jak trawka ( jeszcze nie do końca rozwinięta) znowu zrobiła to (połechtała) mojemu kałdunowi (co prawda przez grubą bluzę). Tak więc nie przedłużając, zapraszam do ogrodu! 😀
Co ciekawe będzie to pierwszy od dawna wpis, w którym nie bardzo wiem, co napisać, ale mam sporo zdjęć do pokazania. W związku z tym mam nadzieję, iż nie będziecie mi mieli za złe dzisiejszej oszczędności w treści.
Zasadniczo jedyne o czym mogę tutaj coś nie coś opowiedzieć to proces powstawania zdjęć oraz, że fajnie jest w końcu oglądać świat bez śniegu i lodu. Zima w tym roku dała nam nieco popalić, bo nie chciała za nic odpuścić, a śnieg leżakował sobie u mnie bardzo długo. Co prawda pozwoliło mi to napstrykać sporo ciekawych zdjęć, ale koniec końców i te mi się już, że tak powiem, przejadły…
Jeśli chodzi o proces powstawania zdjęć to był on bardzo prosty. Poszedłem do ogrodu i zacząłem czołgać się w pobliżu pierwszych wiosennych kwiatów jakie u mnie wyrosły tj. pierwiosnków i stokrotek. Poza ogrodem znalazłem jeszcze kaczeńce i roślinę, której poprawnej nazwy nie znam, a potocznej wstydzę się wypowiedzieć.. No dobra nie wstydzę się ;P Ta elegancka, wiosenna roślina, ceniąca sobie wilgotne miejsca nazywana jest w moich stronach „baranie jajca”. Nie pytajcie czemu, ja też nie chcę tego wiedzieć…

Kolejna istotna kwestia dotycząca dzisiejszych zdjęć to użyty obiektyw. Korzystałem głównie ze starego jak świat Pentacona, o którym pisałem wam w poście Cebula. Jednak nie skończyło się tylko na tym 🙂 Jak można domyślić się po tytule wpisu, użyłem również pierścieni pośrednich do makro.
Wyszedł mi z tego przejściówkowy kolos, ale było warto bo miałem sporo frajdy używając tego combo. 😀
Odrobinka technikaliów teraz 🙂
Należy pamiętać, że używając jakichkolwiek przejściówek itp. ograniczamy ilość światła padającego na matrycę. Jeśli dodamy do tego fakt, że zdjęcia makro często robimy z okrutnie domkniętą przysłoną to otrzymamy fotograficznego potwora. Kreaturę, którą zowią: „AWTZTPODŚ”. Jest to akronim od „Aby wykonać to zdjęcie to potrzeba okrutnie dużo światła”. Łatwo można ją jednak poskromić za pomocą podstawowego fotograficznego oręża, czyli mówiąc po ludzku: wystarczy użyć statywu, bo zdjęcie trzeba będzie długo naświetlać. Albo robić zdjęcia, gdy światła jest naprawdę dużo. Oczywiście mówię tutaj o sytuacji, kiedy nie chcemy drastycznie zwiększać czułości ISO. Jeśli szum nie jest dla nas problemem to nie było w ogóle tematu 🙂
Nie wiem, czy widzieliście kiedyś osobę robiącą zdjęcia makro z ręki? 🙂 Otóż jest to dosyć specyficzny widok, gdyż osoba taka często buja się do przodu i do tyłu, co wygląda całkiem śmiesznie. Ktoś mógłby przytomnie zapytać, po co to całe bujanie? Otóż tak najprościej manipulować głębią ostrości, która w makrofotografii jest bardzo,bardzo mała. Cały myk polega na tym, że bujając się non stop wykonujemy zdjęcia, a potem wybieramy to, które wyszło ostre. Wiem, że nie jest to wyszukana technika, ale wierzcie mi na słowo, że działa bardzo dobrze. Jak to mawiał klasyk: „jeśli coś jest głupie, ale działa to wcale nie jest takie głupie”.
Wydaje mi się, że powoli możemy kończyć ten post, bo napisałem już chyba wszystko, co miałem napisać. Tak jak wspominałem na początku post jest raczej jednym z tych na luzie 🙂 A ja niekoniecznie lubię pisać, jak to się mówi, na siłę. Tak więc na dzisiaj to tyle. Mam nadzieję, że cieszycie się z wiosny tak samo jak ja, a post się wam podobał.
Tymczasem żegnam się z wami. Trzymajcie się dobrze i miłego!
Standardowo… 🙂











