
Powitać!
Wiem, wiem. Niezbyt kreatywny tytuł wymyśliłem do tego wpisu. Sami wiecie, czasem trzeba po linii najmniejszego oporu. 😉
Krawców chodził mi po głowie już od dłuższego czasu i w końcu udało mi się tam wybrać. Ruszyłem przed świtem żółtym szlakiem z Młynarzowej, tak żeby zastać na szczycie fajne światło. Przez połowę wyprawy warunki były nieziemskie. To był jeden z tych poranków, za które fotograf bez wahania oddałby nerkę i połowę wątroby. Niestety później się zachmurzyło i gdy dotarłem na górę to wiedziałem, że zdjęcia nie wyjdą tak jak sobie zaplanowałem. Dodatkowo widoczność tego dnia była raczej średnia. O ile ta kiepska widoczność dodawała zdjęciom uroku przy porannym miękkim świetle, tak przy pełnym zachmurzeniu raczej przeszkadzała. Mówi się trudno. Zrobiłem kilka zdjęć, a potem schowałem aparat do plecaka, gdzie spędził resztę wycieczki.
Żeby nie było tak ponuro, to zdradzę wam, że powoli planuje ponowny wypad na Krawców. 😉 Chciałbym załapać się na lepsze warunki na szczycie, a i na szlaku widziałem kilka miejsc, gdzie należałoby wrócić z teleobiektywem, bo na wycieczkę zabrałem tylko szeroki kąt.
Słów kilka o trasie mojej wyprawy. Jak już wspominałem, na górę szedłem żółtym szlakiem z Glinki. Bardzo przyjemny szlak z przepięknymi widokami. Niektóre na prawdę zapierające dech. Pod koniec trzeba zaliczyć trochę błota, ale da się obejść. Chociaż należy zaznaczyć, że ja szedłem przy pięknej pogodzie i nie było przez deszczu przez dobre kilka dni.
Z powrotem szedłem niebieskim szlakiem na przejście graniczne w Glince. Jest tutaj kilka miejsc z ciekawym widokiem, ale moim zdaniem największą zaletą tej trasy jest jej długość. Myślę, że przy dobrym tempie spokojnie można by w niecałe pół godziny dostać się z parkingu przy przejściu granicznym na szczyt.
Potem ruszyłem do domu. Wybrałem niebieski szlak wiodący granicą, a później przeszedłem na przełaj pod Coło, o którym pisałem tutaj. Tą trasę poleciłbym osobom, które lubią ciszę i samotność, bo nie jest to specjalnie popularny szlak. 🙂 Myślę, że to przez brak widoków, ale mogę się mylić.
I to chyba wszystko, co miałem do powiedzenia dzisiaj. Zostawiam Was z kilkoma kadrami z tej wyprawy.
Miłego!:)


















