Rycerzowa

Powitać!

Nie wiem czy czytaliście zajawkę do tego posta. Jeśli nie to służę pomocą.
„Po półtorarocznej przerwie wracam na Rycerzową. Czy tym razem matka natura okaże się nieco hojniejsza pod kątem warunków atmosferycznych?”
Nie będę trzymać Was w niepewności i od razu odpowiem na pytanie. Otóż nie. Pogoda była równie paskudna co ostatnio. 😉

Ok, było nieco lepiej, ale nie na tyle żebym wrócił z tej wyprawy spełniony fotograficznie. Zrobiłem trochę zdjęć. Ba, nie zdążyłem nawet obrobić całego zebranego materiału, ale to nie wina jego ilości, a raczej braku czasu.

Żeby nie było, że tylko narzekam, to powiem Wam, iż wyprawa mimo wszystko była bardzo udana. Pogoda była kiepska, a więc na szlakach raczej pusto – czyli tak jak lubię. Śniegu mało, a w dodatku świeży i bialutki. Praktycznie bezwietrznie. Udało się nawet polatać nieco dronem. Uczciwie przyznać należy, iż prawie paluchy odmroziłem przez to latanie, ale było warto. 🙂 Bo wiecie, ja z tych, co nie lubią rękawiczek, ale wygląda na to, że trzeba się będzie z nimi polubić.

Podsumowując – źle nie było, ale trzeba będzie się kiedyś znowu wybrać na tą ciekawą górę.

Jak wyglądała moja wędrówka?
Trochę zaspałem. Było to jednak bez znaczenia, bo gdy zobaczyłem, co dzieje się za oknem wiedziałem, że zdjęcia wyjdą raczej kiepskie. Nie liczyłem na malowniczy wschód, kozackie warunki itd. Po prostu poszedłem sobie na wycieczkę z aparatem, jak za starych dobrych lat. 🙂
Wyruszyłem spod kościoła w Soblówce niebieskim szlakiem na Przełęcz Kotarz. Później na Wiertalówkę, a stamtąd kolejno na Małą, a potem Wielką Rycerzową. Z najpopularniejszego szczytu w Soblówce udałem się czerwonym szlakiem na Przegibek – wyborna trasa. Trochę szkoda, że była taka mgła, ale szło mi się tam wspaniale. Następnie zaliczyłem Bendoszkę i na końcu Praszywkę Wielką. Na tą ostatnią zamierzam wrócić, jak tylko warunki na to pozwolą, bo widoki ze szczytu są obłędne. Podróż zakończyłem w Rycerce.

Zdjęcia, które widzicie w dzisiejszym poście powstały na Rycerzowej i w drodze na nią. Kilka ujęć wykonałem tez schodząc z Bendoszki Wielkiej. Resztę wyprawy aparat przeleżał w plecaku, bo warunki nie bardzo nadawały się do zdjęć.
Nie mam ostatnio szczęścia na warunki, ale cieszę się, że w końcu udaje mi się gdzieś wyrwać od czasu do czasu. Nie ma tego złego – jak to mówią. 🙂

Na dziś to tyle ode mnie. Pamiętajcie noście rękawiczki!:)

Miłego!

Dodaj komentarz