Powitać!
Słowotwórstwo, jak widzicie, nie jest moją najlepszą stroną. Wszyscy jednak wiecie, o co chodzi w tym jakże górnolotnym tytule.

Zima jaka jest, każdy za oknem widzi. Brzydka, mokra i szaro-bura, a co gorsza nie zapowiada się na zmianę. Muszę przyznać, że nie sądziłem, iż będę kiedyś narzekał na brak śniegu. Poważnie. 🙂
W normalnym okolicznościach radowałbym się z faktu, że mogę bez problemu dojechać do domu samochodem. Część z Was wie, część nie wie, iż mieszkam na górze i dojazd do domu zimą nie zawsze jest oczywisty. Jednak w obecnej sytuacji nie ma z tym problemu. Niestety jest to jedyny plus całej sytuacji.
Minusów jest znacznie więcej. Oprócz wspomnianej już szarugi dochodzą wszelkiego rodzaju choroby, których pewnie by nie było, gdyby zima była normalna. Przez choroby byłem uziemiony przez ostatnie 2-3 tygodnie. Mnie się one raczej nie imają, a jak już się jakaś trafi to szybko radze sobie z nimi czosnkiem i kurkumą. 🙂 Ale pochorował mi się młody i to chyba ze dwa razy. Siłą rzeczy musiałem zostać w domu – wiadomo.
Jednak gdy się człowiek nad tym zastanowi, to nawet jeśli dziecko byłoby zdrowe to pogoda obecnie i ogólne warunki na zewnątrz do zdjęć nadają się średnio. Wszędzie błoto i szarość. Można liczyć na efektowny wschód, albo zachód słońca, ale znowuż na szlakach jest taki syf, że się po prostu człowiekowi nie chce nigdzie iść. Albo to zimowa odmiana jesiennej depresji. 🙂
Idąc dalej tym tropem, ciężko mi na blogu coś pisać, bo nie mam materiału na nowe posty. Druga sprawa, że ostatnio wpadło mi kilka drobnych projektów i wolny czas poświęcam na obróbkę tychże materiałów. Tak więc działam, ale muszę bardzo mądrze rozporządzać i czasem, i siłami przerobowymi.
W momencie gdy kończę tego posta, a więc parę dni przed jego publikacją, to jesteśmy po krótkim (całe 2 dni) powrocie zimy. Trochę materiału foto i video mam, ale na razie czeka sobie na obróbkę. Tak więc ten wpis, jak z resztą widzicie, jest bardzo, bardzo ubogi, ale następny powinien być już ciekawszy i powinien pojawić się szybciej niż ten biedaczek. Dodatkowo mam zamiar przedstawić Wam moje plany na ten rok. Mogę zdradzić, że trochę się pozmienia, ale raczej w pozytywnym sensie.
Nie wiem, co mógłbym tutaj jeszcze dodać. Na razie to chyba tyle ode mnie. Przepraszam, że ten wpis taki ubogi, ale sami wiecie jak jest. 🙂
Klasycznie, zostawiam kilka kadrów z marca… Wróć, stycznia.
Miłego!:)




