W życiu każdego człowieka są rzeczy czy wydarzenia, które chciałoby się wymazać z życiorysu. Takie, które próbujemy wyprzeć z naszej świadomości, podświadomości i ogólnie rzecz ujmując najlepiej jakby w ogóle się nie wydarzyły. Albo, zależnie od punktu widzenia, aby się wydarzyły. Są one tematem tabu, albo wręcz przeciwnie – mówimy o nich bardzo chętnie (zwłaszcza po kilku łyczkach ognistej wody, czy jakiegoś innego zajzajeru). Wywołują u nas wstyd, poczucie winy, zażenowanie, ale i uśmiech – znowuż w zależności od tego, co się wtedy wydarzyło. Każdy z nas ma kilka, czasem kilkanaście, takich doświadczeń. Oczywiście nie jestem od tej reguły wyjątkiem i chciałbym się wam dzisiaj przyznać do czegoś iście haniebnego. Tylko nikomu nie mówcie.
Chodzi o to, że… w zeszły weekend po 26 latach spędzonych na tym świecie, pierwszy raz odwiedziłem Muńcuł…
Dlaczego to wstydliwy temat? Mieszkańcy Soblówki, czy nawet całej gminy Ujsoły pewnie rozumieją. Chodzi o to, że góra Muncuł jest dla naszego regionu, jak Giewont dla Zakopanego. O górze krążą rozmaite legendy i pojawia się bardzo często w folklorze. Ba, mamy w gmienie nawet klub piłkarski, który nazywa się tak, jak wspomniany szczyt. Sami rozumiecie, Muńcuł to miejsce wyjątkowe dla całego regionu, swego rodzaju ikona. A ja – parszywy ignorant – czekałem 26 lat, czyli 9490 dni, aby w końcu udać się w ten intrygujący zakątek mojej wsi. Hańba!
O Muńcole
Muńcuł to masyw górski położony w Beskidzie Żywieckim, jego wysokość to 1165 m.n.p.m. Oddziela doliny dwóch potoków tj. potoku Cicha i potoku Danielka. Jego stoki są zalesione, ale pod samym szczytem znajdują się dosyć spore hale, a ich południowej części zaczyna się rezerwat przyrody, którego nazwa, jak pewnie się domyślacie, również brzmi Muńcuł.
Sama nazwa góry pochodzi od wołoskiego muncel czyli wzgórze, pagórek. Często nazywana jest również Muńczół, a autochtoni mówią na nią Muńcoł. Co ciekawe, na mapach Wig z 1934 roku figuruje jako Menczoł.
Jak wspominałem góra związana jest z miejscowym folklorem. Pojawia się w wielu piosenkach i przyśpiewkach góralskich. Fakt ten nie dziwi, gdy weźmiemy pod uwagę legendy związane z tym miejscem. Mawia się, że swego czasu na Muńcole kryjówke mieli zbójnicy. Podobno w ukrytej tam jaskini zakopane są skarby, których strzeże czarny baran z kręconymi rogami. Jeśli macie ochotę poszukać owych skarbów to polecam wybrać się tam w Boże Ciało, gdyż legenda głosi, że owa jaskinia otwiera się, co roku podczas obchodów tegoż właśnie święta.
Na szczyt można się dostać na wiele sposobów.Na przykład zielonym szlakiem z Ujsół. Dobrym pomysłem może być również wyjście z Soblówki, niebieskim szlakiem na przełęcz Kotarz, a stamtąd to już tylko rzut onucą na legendarny szczyt, na który z przełęczy zaprowadzi nas zielony szlak. Co ciekawe jest to szlak prowadzący również na Rycerzową, a więc można odwiedzić oba szczyty za jednym zamachem. Kolejna opcja to podejście od strony doliny Danielki, albo leśną drogą z Kiełbasówki. Szczerze polecam właśnie ten wariant, gdyż po drodze jest kilka świetnych punktów widokowych.

Moja wycieczka
Na Muńcuł udaliśmy się w niedzielne popołudnie. Pierwsze udaliśmy się niebieskim szlakiem na przełęcz Kotarz, a później zielonym prosto na hale pod szczytem. Muszę przyznać, że szło się przyjemnie. Na tej trasie nie ma praktycznie żadnych stromych podejść. Miejscami jest troche błota, ale można je łatwo obejść. Było ciepło, a aura dopisywała. Humor również dopisywał, zwłaszcza po popasie na przełęczy Kotarz. Sami wiecie, trzeba uzupełnić płyny, sole mineralne itd. Wspinaczka zajęła nam około 1,5 godziny. Na górze uraczyliśmy się konserwą tyrolską.
Aparat miałem oczywiście ze sobą. Co prawda liczyłem się z faktem, że pora w jakiej tam się udajemy nie będzie sprzyjać robieniu zdjęć, ale pogoda wycięła nam potwornego figla. Niebo zasnuły mało ciekawe chmury, a przejrzystość powietrza pozostawiała, mówiąc bardzo łagodnie, wiele do życzenia. W skrócie, fatalne warunki do robienia zdjęć. Poczułem się lekko zniesmaczony, ale z koniem się kopać nie będę, a na pogodę wpływu nie mam. Muńcuł jest świetnym punktem widokowym – oprócz położonych pod nim wsi, pobliskich gór, dolin itd. można stąd zaobserwować Tatry i Małą Fatre. Niestety przez kiepską pogodę mogliśmy tylko zauważyć zarysy śniegu zalegającego na zboczach Tatr majaczące w sinej dali. Pospacerowaliśmy nieco po halach i wyruszyliśmy w drogę powrotną. Wróciliśmy na przełęcz Kotarz, a później zeszliśmy na Kiełbasówkę. Intrygująca to była wyprawa. Z jednej strony był to miło spędzony czas, zaś z drugiej strony mam okrutny niedosyt pod kątem fotograficznym. Pewne jest, że jeszcze tam wrócę. Może następnym razem pogoda będzie bardziej łaskawa.
Muńcolańskie pstryki
Pogoda była, jak była. Miałem ze sobą aparat, więc coś tam udało mi się pstryknąć. Nie ukrywam – nieco ratowałem się Photoshopem. Co ciekawe, moje ulubione zdjęcie z tego dnia przedstawia roślinę, której nazwy niestety nie znam. Zaciekawiła mnie jej faktura i fakt, że rosła właśnie w tym miejscu. Próbowałem też ustrzelić kilka panoram, ale z marnym skutkiem, więc nie wrzucam tutaj. Pod spodem kilka klatek z mojej wyprawy. Kto wie, może wkrótce pokaże wam ciekawsze zdjęcia z tego miejsca 😀
































