Lepszy portret w 3 prostych krokach

Powitać!:)

Trochę mnie tutaj nie było i chyba jestem winien wam kilka słów wyjaśnienia. Otóż pochłonął mnie remont połączony ze sporą ilością pracy zawodowej i po godzinach, a wszystko to okraszone narodzinami dziecka. Siłą rzeczy całą swoją moc przerobową musiałem przerzucić na sprawy rodzinne i domowe.
Całe szczęście, że z powyższych zostało mi tylko (albo aż;P) dziecko, a to oznacza, że blog znowu powinien wrócić do swego normalnego działania.

Na powitanie przygotowałem dla was ekspresowy poradnik na temat portretów. Tak więc zapraszam do lektury.

Czym jest portret, to każdy wie więc nie ma się tutaj nad czym rozwlekać. Dla mnie portret to fotografia, w której osoba, bądź kilka osób jest głównym tematem i z tej perspektywy piszę tego posta. Ale dosyć już o znaczeniu słowa, które jest powszechnie znane i rozumiane 🙂

Warto również zwrócić uwagę, na to jak często przychodzi nam fotografować ludzi. Zaryzykuję wręcz stwierdzenie, że ludzie to najczęstszy temat zdjęć wykonywanych obecnie i chyba tylko fotografia krajobrazowa może iść z nim w szranki. Oczywiście dzieje się tak za sprawą smarftonów, które towarzyszą nam na każdym kroku. Zaznaczę jeszcze, iż jest to moja subiektywna opinia, ale wydaje mi się, że lwia cześć z Was zgodzi się ze mną w tej kwestii. 🙂

Przechodząc do meritum, mam dla was 3 szybkie rady, które możecie zastosować bez względu na to jakiego sprzętu używacie. Oto one:

1. Ostrość na oczy

Zwykło się mawiać, że oczy to zwierciadło duszy. Nie sposób się z tym nie zgodzić, gdyż to właśnie nasze patrzadełka są u człowieka tym, co zdradza najwięcej emocji. Z resztą sami doskonale wiecie, jak ogromne znaczenie mają oczy w różnych kulturach, religiach etc. Jedna z kardynalnych zasad fotografii portretowej mówi, że robiąc portret, ostrość należy ustawić na oczach. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej na temat ostrości i jej roli w fotografii to odsyłam do wpisu Sterowanie wzrokiem, czyli druga trójka. Możemy to jeszcze nieco uściślić dodając, że ostrzyć należy na to oko, które znajduje się bliżej aparatu. Zasada ta jest prosta, ale arcyważna i robiąca sporą różnice w zdjęciach.

2. „Czyste” tło

Czyli unikanie elementów rozpraszających uwagę. To kolejny bardzo prosty sposób na poprawę zdjęcia. Warto tutaj zaznaczyć, że czyste niekoniecznie musi oznaczać jednokolorowe. Chodzi o to, aby tło nie odwracało uwagi od głównego tematu. Najprościej jest użyć czegoś nieskomplikowanego, albo o prostym, powtarzającym się kształcie. Możemy też użyć jasnego obiektywu, który skutecznie rozmyje tło. Kolejna opcja to oprogramowanie w telefonie, albo komputerze. Przy rozwiązaniach z obiektywem, albo oprogramowaniem należy się oczywiście nieco pilnować, bo mocno rozmazane tło nie zawsze oznacza braku rozpraszaczy.

Nieco inaczej mają się sprawy przy portrecie środowiskowym, gdy chcemy pokazać otoczenie osoby fotografowanej. W tym wypadku czystość tła można rozumieć, jako takie rozmieszczenie poszczególnych elementów, aby nie „zabierały” całej uwagi człowiekowi, którego otaczają.

3. Odpowiednia ogniskowa

Ostatni punkt dotyczy wyboru odpowiedniego obiektywu. Chodzi tutaj o fakt, że różne obiektywy zniekształcają perspektywę w różny sposób. Do zdjęć ludzi zaleca się używanie tzw. portretówek, a więc obiektywów o ogniskowej około 80mm (ok. 50mm na matrycach APS-C) albo nieco dłuższej np. 120mm. Zależnie od tego, kto co woli i z czym lepiej mu pracować. 🙂 Użycie takiego obiektywu sprawia, że osoba fotografowana wygląda naturalniej i zwyczajnie lepiej. Widać to zwłaszcza w bliskich portretach, gdzie wypełniamy kadr twarzą osoby fotografowanej. Ogólnie rzecz biorąc jeśli robimy bliskie ujęcia to w 95% przypadków użycie dłuższego szkła będzie lepszym rozwiązaniem.

Nie oznacza to oczywiście, że innymi obiektywami nie da się zrobić dobrych zdjęć ludzi. Sam bardzo lubię używać w tym celu mojej 35tki (na mojej matrycy daje to kąt widzenia jak przy około 50mm na pełnej klatce). Ba! Zdarza mi się nawet używać szerokiego kąta:) Jednak do bliskich, intymnych portretów używam zawsze czegoś dłuższego.

Wszystko zależy od naszych potrzeb i pożądanego efektu, ale ważne jest, aby mieć świadomość tego, jak dany obiektyw się zachowuje.

Najlepiej zobrazuje wam to poniższe porównanie.

Przy okazji mój kolega zając podpowiada mi o zjawisku kompresji perspektywy, ale o nim opowiem wam następnym razem.

Kwestie związane z wyborem obiektywu będą wyglądać nieco inaczej dla fotografujących smartfonami. Jednakowoż można twierdzić, że trzecia zasada też ma zastosowanie w fotografii mobilnej, gdyż obecnie smartfony mają zwykle kilka obiektywów ( w tym przeznaczone do portretów, a nawet makro:)), a jeśli nie to można ratować się jakimś oprogramowaniem, bądź automatyką smartfona.

Podsumowując.
Trzy kroki, aby nasze portrety stały się lepsze to:

  1. Ustawiamy ostrość na oczach
  2. Zachowujemy czystość w tle
  3. Używamy odpowiedniego obiektwu

I w sumie to tyle na dzisiaj. Następny post powinien pojawić się już terminowo tj. za tydzień.

Miłego i do usłyszenia!:)

Ciekawe miejsca w Beskidzie Żywieckim: Słapówka

Powitać.

Znacie to uczucie, gdy planujecie coś bardzo długo, czekacie na odpowiedni termin, a kiedy w końcu macie czas i wszystko wydaje się być u progu realizacji to sytuacja zmienia się o 180 stopni? Ja ostatnio miałem okazję przypomnieć sobie jak to jest 🙂

Chciałem wrzucić na bloga jakiś krajoznawczy post i w końcu udało mi się wyruszyć w teren. Miałem bardzo fajne miejsce do pokazania i ułożyłem sobie w głowie plan jak ma przebiegać moja wyprawa. Ba! Nawet pogoda wydawała się znakomita. Do czasu, aż wyruszyłem z domu. Mam jakiegoś pecha do pogody w tym roku… Żeby jednak nie było, że tylko narzekam i nic mi się nie podoba to powiem wam, że wyprawa mimo wszystko była bardzo udana 🙂

Ale po kolei.

Miałem w planach zrobić coś a’la Oszust. Chciałem wcielić się w rolę lokalnego przewodnika i poopowiadać wam nieco o miejscach interesujących, ale niekoniecznie znanych.

Pogoda pokrzyżowała nieco moje plany, ale zrobię, co w mojej mocy, aby coś nie coś wam opowiedzieć o mojej ostatniej wyprawie.

No więc udałem się na Słapówkę. Przypuszczam, że nawet mieszkańcy Soblówki mogą nie wiedzieć, że jest u nas taki szczyt 🙂 Tak więc jest to miejsce mało znane, a co za tym idzie jest tam cisza i spokój. Osoby, które pragną wyciszyć się, albo pobyć w samotności na pewno będą zadowolone jeśli zdecydują się na wypad na Słapówkę. Bo nie ma co ukrywać, ale szlaki na te bardziej znane góry są pełne piechurów, turystów i innych miłośników pieszych wycieczek.

Jeśli jesteśmy w temacie szlaków to zapomniałem wspomnieć, że na Słapówkę takowych nie ma. 🙂 Nie zmienia to jednak faktu, że bardzo łatwo tam trafić. 

Jak dojść na Słapówkę

Zakładając, że startujemy od kościoła w Soblówce należy ruszyć szlakiem papieskim na Rycerzową. Jakieś 500 metrów dalej skręcamy obok leśniczówki w lewo. W stronę Wielkiego Smerekowa i Kaniówek. Jest to dobrze znana trasa więc się nie zgubicie. 🙂 Idziemy sobie drogą, aż dojdziemy do skrzyżowania ze sporym drewnianym, biało-zielonym mostem. ( jakiś kilometr za zjazdem na Wielki Smereków). Tutaj mamy dwie opcje. Pierwsza to przejść przez most i ruszyć linią oddziałową do góry. Linia oddziałowa to pas oddzielający, nie zgadniecie, oddziały w lesie. Nie wiem, czy wiecie, ale leśnictwa dzielimy właśnie na oddziały, aby łatwiej było prowadzić gospodarkę leśną. W dużym skrócie jest to pozbawiony drzew pas przecinający las. Bardzo dobrze widać go za tym mostem więc bez obaw, nie zgubicie drogi. Tą linią wyjdziecie na sam szczyt. Jest to droga najkrótsza, ale i najbardziej stroma. 

Druga opcja jest nieco łagodniejsza, ale moim zdaniem dużo bardziej interesująca. Bowiem wiedzie ona przez tak zwany Szulcowy potok, o którym powiem więcej za moment. Aby iść tą trasą należy nie skręcać na ten duży drewniany most, o którym pisałem nieco wyżej. Tak samo idziemy obok leśniczówki w lewo, mijamy skręt na Smereków i dochodzimy do skrzyżowania zielono-białym mostem. Idziemy dalej asfaltowa drogą. Idziemy nią, aż miniemy kolejny most. Tym razem mniejszy i stalowy. Kawałek za nim, po prawej stronie znajduje się Szulcowy Potok. Potok jest bardzo mały i płytki więc idziemy jego korytem do góry. Potem potok zamieni się w drogę zrywkową. Kontynuujemy drogą, aż dojdziemy na linię oddziałowa biegnącą w poprzek lasu. Na linii skręcamy w prawo. Jeszcze jedno podejście i jesteśmy na szczycie.

Sami widzicie, że trasa na Słapówkę nie jest specjalnie skomplikowana. 

Tak sobie gadam o tym miejscu, a w zasadzie nie wyjaśniłem dlaczego uważam je za interesujące i warte odwiedzenia. Wspomniałem już o spokoju i ciszy, ale dla mnie Słapówka to przede wszystkim bardzo atrakcyjny punkt widokowy. Chciałbym wam to jakoś udowodnić, ale pogoda mocno utrudniła mi wykonanie interesujących pejzaży z tego miejsca. Tak więc musicie uwierzyć mi na słowo 🙂

PS. na Słapówce byłem początkiem maja, kiedy drzewa nie były jeszcze specjalnie zielone. Dlatego widzicie stare, żółte liście na bukach. 🙂

Druga sprawa to Szulcowy Potok, a właściwe historia z nim związana. Może to być szczególnie interesujące dla osób lubiących historię naszego kraju, a zwłaszcza dzieje drugiej wojny światowej. Otóż według moich źródeł potok ów zaczęto nazywać Szulcowym, po tym jak partyzanci działający na tych terenach wykonali pod Słapówką egzekucję pewnego folksdojcza – Szulca. Ponoć ów Szulc (nie jestem pewien pisowni nazwiska) mocno dawał się we znaki tutejszym żołnierzom. Ci z kolei nie mieli wyjścia i pojmali Szulca, wyprowadzili w las, potokiem pod Słapówke i tam zastrzelili. Grób Szulca jest tam do dzisiaj i można go znaleźć idąc właśnie drugą zaproponowaną przeze mnie trasą. 

Grób Szulca
Szulcowy Potok

Zasadniczo to tyle jeśli chodzi o moją rolę lokalnego przewodnika. Wiecie już dlaczego uważam Słapówkę za ciekawą oraz wiecie jak tam trafić. 

Nie napisałem jednak, dlaczego pomimo złych warunków uważam ten wypad za bardzo udany. Otóż zabrałem ze sobą Moje maleństwa oraz starego, poczciwego Pentacona 50mm F/1.8. Okazało się, że był to strzał w dziesiątkę, gdyż słońce, które od czasu do czasu wychylało się zza chmur i mgieł, bajecznie oświetlało mchy i porosty. Udało się ustrzelić kilka bardzo klimatycznych klatek. Jakby tego było mało to spotkałem jeszcze trzmiela, który zasnął na jakimś nieznanym mi kwiecie. 🙂 Jak nie trudno się domyślić ów trzmiel lub jak kto woli bąk, stanowił doskonały temat fotograficzny. 

Cukiereczek 😀

Trzmiel oczywiście nie ucierpiał w żaden sposób, a po kilku minutach, gdy przyświeciło na niego słońce – przebudził się, zamachał skrzydłami i poleciał w sobie tylko znane miejsca.

Tak więc miałem szczęście w nieszczęściu tego dnia. Trochę żałuję, że nie udało mi się wykonać zdjęć krajobrazowych – tak jak miałem w planach, ale z drugiej strony makro, które udało mi się wykonać, odpłaciło mi za to z nawiązką.

Na dzisiaj to chyba tyle. Zanim jednak standardowo zaproszę was do przeglądnięcia kilku kadrów z tego dnia to mam małe ogłoszenie. Jeśli znacie jakieś ciekawe, ale mało znane miejsca w okolicach gminy Ujsoły to będę wdzięczny jeśli podzielicie się ze mną tą wiedzą. Druga sprawa: jeśli mielibyście kiedyś ochotę wyruszyć ze mną na szlak to dajcie znać. Jak już wspominałem kiedyś na FB, w zamian za towarzystwo oferuję dobre, kraftowe piwo i spora dawkę suchego dowcipu. 🙂

Trzymajcie się dobrze i do zobaczenia na szlaku!:)

Miłego!

Czasami w lesie możecie spotkać drzewa oznaczone literą „D”. W ten sposób oznaczane są drzewa, których nie można ściąć ponieważ są w nich dziuple, a te z kolei są w lesie bardzo potrzebne. 🙂

Makrofotografia: Kiedy trawka łechce brzuszek 2

Stało się! Po długiej przerwie przygotowałem dla was kontynuacje jednego z waszych ulubionych wpisów tj. Kiedy trawka łechce brzuszek. Dzisiejszy wpis, w odróżnieniu od kilku ostatnich, nie będzie poradnikiem. Będzie to luźna opowieść o tym, jak trawka ( jeszcze nie do końca rozwinięta) znowu zrobiła to (połechtała) mojemu kałdunowi (co prawda przez grubą bluzę). Tak więc nie przedłużając, zapraszam do ogrodu! 😀

Co ciekawe będzie to pierwszy od dawna wpis, w którym nie bardzo wiem, co napisać, ale mam sporo zdjęć do pokazania. W związku z tym mam nadzieję, iż nie będziecie mi mieli za złe dzisiejszej oszczędności w treści.

Zasadniczo jedyne o czym mogę tutaj coś nie coś opowiedzieć to proces powstawania zdjęć oraz, że fajnie jest w końcu oglądać świat bez śniegu i lodu. Zima w tym roku dała nam nieco popalić, bo nie chciała za nic odpuścić, a śnieg leżakował sobie u mnie bardzo długo. Co prawda pozwoliło mi to napstrykać sporo ciekawych zdjęć, ale koniec końców i te mi się już, że tak powiem, przejadły…

Jeśli chodzi o proces powstawania zdjęć to był on bardzo prosty. Poszedłem do ogrodu i zacząłem czołgać się w pobliżu pierwszych wiosennych kwiatów jakie u mnie wyrosły tj. pierwiosnków i stokrotek. Poza ogrodem znalazłem jeszcze kaczeńce i roślinę, której poprawnej nazwy nie znam, a potocznej wstydzę się wypowiedzieć.. No dobra nie wstydzę się ;P Ta elegancka, wiosenna roślina, ceniąca sobie wilgotne miejsca nazywana jest w moich stronach „baranie jajca”. Nie pytajcie czemu, ja też nie chcę tego wiedzieć…

Baranie jajca ;D

Kolejna istotna kwestia dotycząca dzisiejszych zdjęć to użyty obiektyw. Korzystałem głównie ze starego jak świat Pentacona, o którym pisałem wam w poście Cebula. Jednak nie skończyło się tylko na tym 🙂 Jak można domyślić się po tytule wpisu, użyłem również pierścieni pośrednich do makro.

Wyszedł mi z tego przejściówkowy kolos, ale było warto bo miałem sporo frajdy używając tego combo. 😀

Odrobinka technikaliów teraz 🙂
Należy pamiętać, że używając jakichkolwiek przejściówek itp. ograniczamy ilość światła padającego na matrycę. Jeśli dodamy do tego fakt, że zdjęcia makro często robimy z okrutnie domkniętą przysłoną to otrzymamy fotograficznego potwora. Kreaturę, którą zowią: „AWTZTPODŚ”. Jest to akronim od „Aby wykonać to zdjęcie to potrzeba okrutnie dużo światła”. Łatwo można ją jednak poskromić za pomocą podstawowego fotograficznego oręża, czyli mówiąc po ludzku: wystarczy użyć statywu, bo zdjęcie trzeba będzie długo naświetlać. Albo robić zdjęcia, gdy światła jest naprawdę dużo. Oczywiście mówię tutaj o sytuacji, kiedy nie chcemy drastycznie zwiększać czułości ISO. Jeśli szum nie jest dla nas problemem to nie było w ogóle tematu 🙂


Nie wiem, czy widzieliście kiedyś osobę robiącą zdjęcia makro z ręki? 🙂 Otóż jest to dosyć specyficzny widok, gdyż osoba taka często buja się do przodu i do tyłu, co wygląda całkiem śmiesznie. Ktoś mógłby przytomnie zapytać, po co to całe bujanie? Otóż tak najprościej manipulować głębią ostrości, która w makrofotografii jest bardzo,bardzo mała. Cały myk polega na tym, że bujając się non stop wykonujemy zdjęcia, a potem wybieramy to, które wyszło ostre. Wiem, że nie jest to wyszukana technika, ale wierzcie mi na słowo, że działa bardzo dobrze. Jak to mawiał klasyk: „jeśli coś jest głupie, ale działa to wcale nie jest takie głupie”.

Wydaje mi się, że powoli możemy kończyć ten post, bo napisałem już chyba wszystko, co miałem napisać. Tak jak wspominałem na początku post jest raczej jednym z tych na luzie 🙂 A ja niekoniecznie lubię pisać, jak to się mówi, na siłę. Tak więc na dzisiaj to tyle. Mam nadzieję, że cieszycie się z wiosny tak samo jak ja, a post się wam podobał.

Tymczasem żegnam się z wami. Trzymajcie się dobrze i miłego!

Standardowo… 🙂

Sterowanie wzrokiem, czyli druga trójka

Powitać!

Ostatnim razem trochę się rozpisałem na temat kompozycji w fotografii. Szczerze muszę przyznać, że bardzo przyjemnie pisało mi się ten miniaturowy poradnik i uznałem, że będę kontynuować tę serię. O ile oczywiście będziecie chcieli czytać moje wypociny na temat warsztatu fotograficznego.

Dzisiaj również przygotowałem dla was trzy ekspresowe porady fotograficzne. Znowu będą to rzeczy bardzo proste, ale zarazem skuteczne i dające świetne efekty. Taką przynajmniej mam nadzieję. 😛

Porozmawiamy sobie o kierowaniu uwagą widza, czy tam innej osoby oglądającej nasze zdjęcia. Warto dodać, że kierowanie uwagą/wzrokiem to też swego rodzaju umiejętność w stylu „easy to learn, hard to master”, bo jak sami zauważycie podstawy są bardzo proste i łatwo je zastosować, ale mistrzostwo w tej dziedzinie jest bardzo, bardzo trudne do osiągnięcia. Zwykłem jednak mawiać, że nikt się ze złotą łyżką w gębie nie urodził ( wiem, że nie ma takiego powiedzenia ;P mówiąc o sztućcu w jamie ustnej mam na myśli to, że każdy musi zacząć od zera) i od czegoś trzeba zacząć. Trzy omawiane przeze mnie techniki to świetny punkt wyjścia do dalszej nauki. No i jak już wspominałem (pewnie ze dwa razy) są to rzeczy proste i bardzo efektywne. Tak więc zaczynamy.

Ostrość

Na pierwszy ogień niech pójdzie ostrość, lub jej brak – w zależności, jak chcemy pokierować uwagą widza. Zasada jest prosta i dobrze znana – ostre i wyraźne obszary zdjęć automatycznie przyciągają naszą uwagę. Jest to bardzo prosty sposób na to, aby skierować wzrok widza w konkretne miejsce. Po prostu to, co jest głównym tematem zdjęcia niech będzie ostre, a reszta niech będzie mniej lub bardziej rozmyta. Bardzo dobrze widać to na niektórych portretach, gdzie mocno rozmazane, niewyraźne tło odcina się od modelki/modela. Ja sam również lubię używać tej techniki. Wykorzystuje ją nie tylko w fotografii portretowej, ale również fotografując przyrodę itd.

Warto wiedzieć również jak nad ostrością zapanować. Jeśli używacie smartfona to w jego aparacie na pewno jest funkcja portret/makro. Jej użycie pozwoli wam odciąć fotografowany obiekt od tła. Fajnie działa przy portretach, ale np. Fotografując kwiatka może już nie być tak kolorowo. 🙂 Jeśli natomiast macie aparat fotograficzny, albo chcecie używać trybu manualnego w telefonie to przede wszystkim powinna was zainteresować przysłona obiektywu. Tutaj też nie ma nic skomplikowanego. Im niższa przysłona np. F/2 to łatwiej odciąć obiekt od tła (mniejsza głębia ostrości), a im wyższa np. F/11 tym więcej elementów w kadrze pozostanie ostrych(większa głębia ostrości). To jest punkt wyjściowy, bo istnieją jeszcze inne sposoby na zapanowanie nad głębią ostrości, na przykład: ogniskowa obiektywu, albo odległość głównego tematu od tła. Nie chce jednak wam mieszać i dawać wszystkich informacji na raz. Jeśli temat was zainteresuje to możemy zrobić osobnego posta na temat odseparowywania tła od głównego tematu zdjęcia. 🙂 Na ten moment ważne dla was niech będzie tylko to, że im niższa przysłona tym prościej odciąć obiekt od tła, a im większa tym więcej elementów na zdjęciu będzie ostrych.

Jasne i ciemne miejsca

Druga zasada mówi o tym, że nasz wzrok pierwsze pada na najjaśniejsze obszary zdjęcia. Sytuacja jest podobna do tej z pierwszego punku z tym, że ostrość zastępujemy jasnością. Im coś jaśniejsze, tym bardziej przykuwa naszą uwagę. Nie ma tutaj wielkiej filozofii. 🙂 Z mojego doświadczenia wynika, że jeśli chodzi o jasne i ciemne obszary zdjęcia to najlepsze co możemy zrobić to nie przepalić jawnych obszarów i oczywiście nie przesadzić z „mrocznością” zdjęcia, bo stracimy szczegóły w cieniach. Jak to zwykle bywa w fotografii – jeśli wasz zamysł jest taki, że coś ma być całkiem czarne, albo kompletnie przepalone to oczywiście droga wolna, ale zawsze powtarzam, że pierw warto dobrze znać podstawy i umieć je skutecznie stosować. 🙂 Wracając do moich doświadczeń to można je podsumować tak, że w kwestii świateł i cieni najlepiej skupić się na tym, żeby nie popełniać głupich błędów. Mam tutaj na myśli sytuacje, gdy, na przykład, jasna plama z boku kadru odciąga uwagę od głównego tematu. No i teraz wracamy do tego, żeby poprawnie naświetlać zdjęcia. 🙂 Jeśli nie przepalicie tej plamy to jest duża szansa, że zdjęcia uratujecie w postprodukcji, zwłaszcza jeśli fotografujecie w formacie RAW. Trochę napisałem o tym kiedyś w poście Miecz prześwietlenia.

Linie wiodące

Punkt numer trzy to linie wiodące. Wierzcie mi na słowo – mógłbym na ich temat pisać pieśni pochwalne… Wynika to jednak z faktu, że je uwielbiam, kocham, szanuję i ogólnie jestem nieco na ich punkcie zwichrowany więc może nie być do końca obiektywnie 😉

Ale do rzeczy. Jak sama nazwa wskazuje chodzi tutaj o umieszczenie w kadrze linii, które poprowadzą wzrok widza po zdjęciu. Może to być droga, rzeka, miedza, barierka, linia wysokiego napięcia, most, albo jakiekolwiek inne mniej lub bardziej naturalne linie. Mogą biec wprost, albo zbiegać się w punkcie, na przykład mocnym punkcie kadru, o którym można poczytać tutaj: Trzy razy „K”. Tutaj też nie ma niczego skomplikowanego. Ważne, aby nauczyć się takie linie dostrzegać. (OK, to już może być nieco bardziej skomplikowane ;P)

No i omówiliśmy sobie kolejne trzy proste i efektywne sposoby, czy tam zasady, bądź inne porady (jak zwał tak zwał^^) jak robić lepsze zdjęcia. Te trzy zagadnienia to dalej rzeczy związane z kompozycją. Gdy tak się teraz zastanawiam to w gruncie rzeczy w fotografii wszystko, albo prawie wszystko można podpiąć pod zagadnienia związane z kompozycją, ale to taka mała dygresja z mojej strony.

Wracając do tematu warto uświadomić sobie, że wszystkie te wymienione przeze mnie zasady/porady można dowolnie ze sobą łączyć. Tak jak pisałem nieco wyżej: linie wiodące, na przykład, mogą prowadzić do mocnego punktu w kadrze. Można też mocno rozmyć tło i oświetlić scenę tak, aby główny temat był jej najjaśniejszym elementem. Idąc dalej tym tropem można pomyśleć, jak bardzo chcemy coś zaakcentować. Czy jakiś element będzie wyraźnie jaśniejszy, a może tylko subtelnie zwiększymy ostrość we właściwym miejscu? Swoją drogą to z subtelną ostrością to technika często używana przez portrecistów, aby dodatkowo zwrócić uwagę na oczy osoby fotografowanej. A jak wiadomo oczy to zwierciadło duszy i takie drobne rzeczy potrafią zrobić okrutną różnicę w finalnej wersji danego zdjęcia. Takie smaczki można by wymieniać naprawdę bardzo długo. Jak sami widzicie opcji jest bez liku, a na razie opowiedzieliśmy sobie o fotografii tyle, że nazwanie tego chociażby „liźnięciem tematu” byłoby sporym nadużyciem 😛

Powoli zbliżamy się do końca kolejnego mini poradnika fotograficznego. Mam nadzieję, że was nie zanudziłem, a informacje zawarte w tym poście okażą się wam w jakiś sposób pomocne. Następny post powinien być mniej instruktażowy, a bardziej opowiadany, gdyż znalałam bardzo ciekawe miejsce i chciałbym wam je pokazać, ale nie uprzedzajmy faktów. 🙂

Na razie to tyle, standardowo wrzucam poniżej kilka zdjęć.

Miłego!

Fotograficzne illuminati czyli trójkąt ekspozycji

Powitać!

Bardzo cieszy mnie fakt, że mogę pisać tego posta w altanie w moim ogródku. Po zdecydowanie zbyt długiej zimie w końcu nadeszła wiosna i ocieplenie (mam nadzieję, że tym razem już na dobre ;P). Jako że na wiosnę wszystko budzi się do życia to mam nadzieję, iż podobnie będzie z moją weną twórczą, bo ta ostatnio nieco osłabła. Może przez zbyt długą zimę, a może to po prostu jakiś spisek…

Do rzeczy. Dzisiaj mam dla was kolejny post z gatunku tych „poradnikowych”. Zasadniczo to zastanawiam się, dlaczego nie zacząłem tego cyklu od omówienia trójkąta ekspozycji – czyli dzisiejszego tematu. Szczerze przyznam, że nie mam pojęcia, ale postaram się zadośćuczynić mój niecny występek.

Ekspozycja

Na początku warto pomyśleć, czym w ogóle jest ekspozycja. Otóż wyjaśnić można to bardzo prosto: jest to ilość światła padającego na matrycę. Fotografując w trybie manualnym możemy regulować tą ilość za pomocą trzech parametrów: przysłony, czasu naświetlania i czułości ISO. Jak nie trudno się domyślić, zależności pomiędzy tymi parametrami to właśnie trójkąt ekspozycji.

Aby poprawnie naświetlić zdjęcie należy odpowiednio dobrać te parametry. Co znaczy poprawnie? W tym przypadku nie ma chyba dobrej odpowiedzi 🙂 Można przyjąć, że poprawnie naświetlone zdjęcie to takie, które odzwierciedla naszą wizję. Moim zdaniem jest to zagadnienie bardziej filozoficzne niż techniczne, bo poprawna ekspozycja może oznaczać zarówno obraz odpowiadający pod względem jasności temu w rzeczywistości, ale również zdjęcie niedoświetlone, albo prześwietlone. Ważne, aby mieć na uwadze konsekwencje prześwietlenia, bądź niedoświetlenia zdjęcia 🙂
Dla uproszczenia i klarowności można uznać, że poprawna ekspozycja to taka, w której nie ma przepaleń oraz zbyt ciemnych (czarnych) obszarów.

Pogadaliśmy sobie tak naukowo i w ogóle to teraz pogadamy w moim stylu czyli łopatologicznie. 😛

Trójkąt ekspozycji

Jak już wspominałem, trójkąt ekspozycji jest to zbiór zależności pomiędzy przysłoną, ISO i czasem otwarcia migawki. Warto mieć tutaj na uwadze, że każde ustawienie będzie miało jakieś konsekwencje, a niekiedy wykonanie konkretnego ujęcia zmusi nas do użycia dodatkowego sprzętu 🙂

Po co mi trójkąt ekspozycji?

Zasadniczo po to, aby robić lepsze zdjęcia. Pomimo tego, że obecnie aparaty fotograficzne i smartfony to okrutnie zaawansowane technologicznie urządzenia naszpikowane bajeranckimi matrycami, światłomierzami i sztuczną inteligencją to mogą się pomylić. Zwłaszcza w nieco gorszych warunkach.

Na przykład jeśli robimy zdjęcie białego kota na śniegu to więcej niż pewne, że oprogramowanie aparatu tak dobierze parametry, że biały puch stanie się szarym. Podobnie sprawa miałaby się, gdybyśmy chcieli sfotografować czarnego kotka spacerującego po hałdzie węgla. Automatyka zamiast czerni zrobiłaby nam szarość 🙂
PS. Śnieg należy lekko prześwietlić, a czarne obiekty na czarnym tle lekko niedoświetlić. 😉

Poza tym fajnie jest mieć pełną kontrolę nad procesem tworzenia.

Trójkąt ekspozycji w praktyce

W końcu będą konkrety 🙂 Szerzej o trzech parametrach opowiem wam za moment, bo jak wspominałem, w kwestii ustawień trzeba liczyć się z pewnymi konsekwencjami.
No więc trójkąt ma nam pomóc uzyskać poprawną (albo taką jaką sobie wymarzyliśmy) ekspozycję zdjęcia. Jak to zrobić? Sprawa jest bardzo prosta. Każdy aparat, czy smartfon jest wyposażony w światłomierz, który podpowiada nam, jak naświetlić zdjęcie. Jeśli światłomierz wskazuje wartości dodatnie to znaczy, że zdjęcie jest zbyt jasne, a jeśli wartości ujemne – zbyt ciemne. Ot cała historia o zastosowaniu trójkąta w praktyce 🙂

Ciekawe zaczyna się robić dopiero, gdy weźmiemy pod uwagę wspomniane przeze mnie konsekwencje.

Jeden z moich ulubionych autorów książek fotograficznych – Brian Peterson napisał kiedyś, że każda scena może być poprawnie naświetlone na minimum trzy sposoby… Zaraz wyjaśnię wam, o co mu chodziło

Przysłona

Rozpisałem się nieco w poprzednich akapitach, ale teraz będzie już szybko i konkretnie. Pamiętacie posta Sterowanie wzrokiem, czyli druga trójka? Wspominałem tam o ostrości i o tym jak wpływa na nią właśnie przysłona. Dla przypomnienia: im bardziej odemkniemy przysłonę (np. F/2) tym mniejsza głębia ostrości. Z drugiej zaś strony mocne otwarcie pozwala skrócić czas otwarcia migawki, albo zmniejszyć ISO. To pierwsza konsekwencja, a w zasadzie kompromis, o którym należy pamiętać 🙂

Czułość ISO

Ten parametr określa czułość matrycy na światło… A mówiąc po ludzku to im mniejsze ISO tym lepsza jakość zdjęcia, mniej szumów etc. Problem jest taki, że mniejsze czułości potrzebują więcej światła, a więc albo należy skrócić czas otwarcia, albo zastosować jaśniejsza przysłonę. To drugi kompromis.

Czas otwarcia migawki

Ostatni składnik trójkąta to czas otwarcia migawki, czyli jak długo światło pada na matrycę aparatu. Można łatwo domyślić się, że im dłużej otwarta migawka, tym więcej światła pada na aparat i vice versa. Druga strona medalu jest taka, iż im dłuższy czas otwarcia, tym bardziej nieruchomy musi być obiekt, który fotografujemy. Do dynamicznych ujęć potrzebujemy wartości typu 1/500 sekundy itp, a żeby taki czas uzyskać często musimy podbijać ISO, albo mocniej otwierać przysłonę.

Trójkąt ekspozycji – kompromisy

Na poniższej grafice możecie zobaczyć dzisiejszą figurę geometryczną oraz zależności zachodzące pomiędzy poszczególnymi jej rogami.

Jak widzicie nie ma tutaj nic szczególnie skomplikowanego. Wspominałem, że Peterson ongiś napisał, ze zawsze są minimum trzy poprawne ekspozycje i myślę, że teraz już wiecie, co miał na myśli 🙂
W gruncie rzeczy, wszystko sprowadza się do tego, jakie zdjęcie chcemy zrobić. Jaki obraz pragniemy stworzyć, czy tam uwiecznić.

Stosowanie trójkąta ekspozycji może się wydawać skomplikowane, ale odrobina praktyki i jest to rzecz banalna. Gdyby się nad tym zastanowić to szczerze mówiąc całą robotę i tak odwala za nas światłomierz aparatu. My zmieniamy tylko ustawienia. Niby mała różnica względem trybu automatycznego, ale uwierzcie mi, że jest to różnica znacząca. Jej przewaga rośnie wprost proporcjonalnie do poziomu trudności warunków w jakich chcemy fotografować 🙂

Mam nadzieję, że chociaż część z was spróbuje teraz sił w trybie manualnym waszego aparatu. A dla tych, co się nie zdecydują mam wiadomość – jesteście niefajni! Żartuję oczywiście 🙂 Wiadomość jest taka, że kolejny post poświęcony będzie trybom półautomatycznym, czyli czymś pośrednim pomiędzy pełną automatyką, a ręcznymi ustawieniami.

Tak na sam koniec zastanawiam się, co ja teraz zrobię. Zawsze wrzucałem pod postem jakieś zdjęcia. Co więcej, zwykle były one związane z tematem wpisu. Jednakże tradycja rzecz święta, a więc łapcie kilka „randomowych” klatek!:)
Miłego!