Co w portrecie piszczy

Powitać!
Tak sobie pomyślałem, że w sumie dawno nic nie pisałem o tej dziedzinie fotografii, z której pewnie większość z was mnie kojarzy, a mowa oczywiście o fotografii portretowej.
Jakoś łatwiej pisze mi się o spacerach z aparatem, albo fotografowaniu roślinek na kuchennym parapecie. Jednak trzeba oddać cesarzowi, co cesarskie bo fotografowanie ludzi jest bardzo bliskie mojemu sercu.

Chyba się starzeje, albo coś w ten deseń bo kolejny raz darowałem sobie idiotyczny wstęp. Może chociaż zakończenie uda się jakieś głupkowate napisać. 🙂

Wracając jednak do tematu uważam, a bardziej czuję, że portretowanie jest tą dziedziną fotografii, w której poczyniłem największe postępy. Pewnie dlatego, że trochę ich już zrobiłem 🙂 Chociaż jeśli mam być szczery to ostatnimi czasy robię więcej zdjęć krajobrazowych niż portretów, być może jest to spowodowane tym, że jesteśmy poza sezonem na plenery, a może po prostu ja stałem się bardziej otwarty na inne formy sztuki. Z resztą jest to nieważne, ważne natomiast jest to, że rozwijam swoją pasję mając przy tym sporo frajdy.
Jest teraz takie modne słowo – progres. I tak jak wspominałem – myśle, że zrobiłem spory (fuj!) progres. Nie piszę tego, aby się chełpić bo nie ma czym. Dobrze wiecie, że nie uważam się za jakiegoś guru fotografii portretowej, a na swoje umiejętności patrzę raczej jak na coś, co wymaga jeszcze okrutnej ilości pracy, aby było to na jakimś przyzwoitym poziomie. Teraz znowuż brzmię chyba nieco protekcjonalnie. Ale nieważne, po prostu powiem o co mi chodzi 😉
A chodzi mi o miłe uczucie, kiedy na własne oczy możesz przekonać się, że twoja praca przynosi owoce, kiedy widzisz swój rozwój. Inni też go zauważają, bo coraz częściej zdarza mi się, iż ktoś mówi mi, że fajne zdjęcia robię. Ludzie chcą sesję itp. Po prostu fajnie jest widzieć owoce swojej pracy.

A jak ta praca wyglądała na przestrzeni czasu? Szczerze powiedziawszy to różnie. Raz mi się chciało raz nie, ale o tym już kiedyś pisałem więc nie ma sensu się powtarzać.
Nie wspominałem wam natomiast, co najbardziej wpłynęło na mnie i moje zdjęcia. Pominę rzeczy takie jak książki, poradniki, kursy i praktykę bo to oczywiste. Skupię się natomiast na rzeczach związanych ze sprzętem i jego używaniem, bo z autopsji wiem, że to robi ogromną różnicę.

No to po kolei:
1. Zakup odpowiedniego obiektywu. Moje podejście do portretowania zmienił Nikkor 50mm ze światłem 1.8. Raz, że dawał bardzo miły obrazek. Miałem wtedy tylko kitowe szkło więc to był dla mnie przeskok. Druga sprawa to przysłona pozwalająca fajnie odciąć modela/modelkę od tła. Rzecz bardzo prosta, a dająca świetne efekty czyli tak jak lubię 🙂 Tak więc pierwsza rzecz, która pomogła mi najbardziej to jasny obiektyw.
2. Okiełznanie trybu manualnego w aparacie. Kolejna rzecz robiąca ogromną różnicę. Tryby półautomatyczne są świetne, ale moim zdaniem nic nie umywa się do pełnej kontroli nad ekspozycją. Więcej kontroli to więcej możliwości, ale i więcej okazji do spartaczenia roboty. Zwłaszcza na początku, ale koniec końców gra jest warta świeczki. Zwłaszcza, że tryb manualny jest bardzo prosty w obsłudze 🙂
3. Blenda. Czyli najprostszy pod słońcem modyfikator światła. Ja na początku odbijałem światło od kawałka styropianu 😀 Dawał radę, ale blenda to blenda i ona daje radę lepiej. Oprócz prostoty obsługi ma ona jeszcze jedną ogromną zaletę – cenę. Komplet blend to wydatek rzędu 30-40 złotych. Efekty jakie można uzyskać? Bezcenne. No i w moim odczuciu najważniejsze, czyli możliwość zapanowania nad światłem, albo kreowanie własnego oświetlenia. Po prostu nowe, interesujące możliwości.

To są trzy rzeczy, które najbardziej, oprócz wiadomych aktywów w postaci czasu poświęconego na praktykę i uczenie się ;P, pomogły mi w robieniu lepszych portretów. Jeśli lubicie robić portrety, albo nosicie się z zamiarem ich robienia to warto wziąć pod uwagę powyższą listę.

Jak już jesteśmy w temacie modyfikatorów światła to nie mogę nie wspomnieć o kreowaniu własnego światła , czyli fotografii z lampą/lampami. Jeśli śledzicie mojego Instagrama, albo Facebooka to wiecie, że ostatnio sporo zdjęć ludzi wykonuję właśnie za pomocą światła sztucznego. Wciągnąłem się okrutnie w ten temat, a to o tyle ciekawe, iż kiedyś uważałem, że flesze w ogóle nie są dla mnie.
To też nie jest tak, że teraz światło zastane jest dla mnie „be”, czy tam inne „fuj” 🙂 Wciąż bardzo je lubię i chyba czuję się pewniej używając właśnie takiego rodzaju światła robiąc zdjęcia, ale uważam, iż w moim warsztacie jest miejsce i dla takiego, i dla takiego światła.

Przy okazji pochwalę się wam, że skleciłem sobie mobilne studio fotograficzne i zrobię sobie autoreklamę ;P Jeśli chcielibyście, cobym poczynił z wami sesję zdjęciową to mogę pozbierać mój kram i odwiedzić was w waszym domu. Jedyne czego potrzebujemy to odrobiny miejsca celem rozłożenia się ze sprzętem 🙂

Cóż jeszcze mogę powiedzieć o portrecie? Mam wrażenie, że powoli wykluwa się w moich zdjęciach coś, co można nawet nazwać stylem. Chociaż na ten moment jest to określenie nieco na wyrost to widzę, iż pewne efekty, zabiegi itp się powtarzają, a ja świadomie zaczynam wykonywać pewne ujęcia. Być może wiąże się to z tym, iż obecnie bardziej czuję się fotografem niż grafikiem. Kiedyś było odwrotnie, ale najprościej powiedzieć, że jestem fotografikiem z naciskiem na „foto” 🙂

Jeszcze jedna kwestia nasunęła mi się na myśl i niekoniecznie jest związana stricte z robieniem zdjęć (chociaż jest to nieodłączny element fotografii portretowej). Chodzi o relacje międzyludzkie. Robienie zdjęć, zwłaszcza obcym, pomogło mi stać się bardziej towarzyską osobą. Z natury jestem raczej introwertykiem i miewałem problemy w kontaktach z innymi osobami. Teraz już nie mam, a to wszystko dzięki fotografii. 🙂

Dzisiaj to chyba wszystko, co mam do napisania. Na koniec standardowo będą zdjęcia. Wybrałem kilka randomowych zdjeć, których chyba jeszcze nigdzie nie publikowałem. Sami oceńcie, czy jest progres (jak ja tego słowa nie cierpię ;P), albo jakiś inny postęp (wolę to określenie) i dajcie znać w komentarzu, co myślicie.

Tymczasem trzymajcie się zdrowo i fajnie 😀 Miłego!:)

Jedna odpowiedź na “Co w portrecie piszczy

Dodaj odpowiedź do Teresa Anuluj pisanie odpowiedzi